Ankieta

Czy uważasz, że w Radomsku powinno powstać Żydowskie Muzeum pod Otwartym Niebem?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...
Polecam:














W jednym ze styczniowych numerów „Rzeczpospolitej” opublikowano wywiad z Sylwestrem Latkowskim, dziennikarzem, reżyserem.

W tym wywiadzie pojawia się wiele informacji o początkach III RP, o  wpływie służb specjalnych na naszą rzeczywistość Wywiad.  ten zrobił na mnie wrażenie, potwierdza tylko fakty o których wiedziałem wcześniej. Uznałem ,że warto fragmenty tego co przekazuje S.Latkowski zamieścić na blogu.

„A co robi obecna władza? Będzie dziennikarzom ucierać nosa, jak słyszałem? Będzie ich inwigilować? Przecież ekipa od śledztwa Papały, zamiast szukać morderców generała, szuka haków na dziennikarzy! A szefowa grupy Generał w policji ma za zadanie upić dziennikarza i dowiedzieć się, skąd on czerpie informacje. Policjanci i prokuratorzy nie są przyzwyczajeni do tego, że dziennikarze patrzą im na ręce.

A później taka przyjaźń?

Ja z każdą kolejną ekipą, choćby z ABW, mam na pieńku, więc nie ma mowy o żadnej przyjaźni. Ale to prawda, że dziennikarze często wchodzą w układy z prokuratorami, z policją, służbami. Bo muszą dostarczać newsy, a w końcu kto może im co tydzień podrzucić atrakcyjnego newsa? A później, kiedy dochodzi do sytuacji konfliktowej, taka przyjaźń z prokuratorem, z rzecznikiem, kimś z ABW może ciążyć.

Chodzi tylko o związki towarzyskie?

Zdecydowanie nie! Poważnym problemem w polskim dziennikarstwie, nie tylko śledczym, jest agentura służb specjalnych. I to nie tylko SB, ale służb nowych.

Formalnie nie można werbować dziennikarzy?

Ustawa o ABW daje taką możliwość za zgodą premiera lub ministra koordynatora służb specjalnych. Więc dziennikarze nadal są werbowani. Ale powiem panu coś więcej – otóż w połowie lat 90. w polskich mediach funkcjonowali oficerowie pod przykryciem, czyli nie żadni dziennikarze – agenci, ale wręcz kadrowi oficerowie Urzędu Ochrony Państwa!

Dwóch z grupy Lesiaka było w „Kurierze Polskim”, a potem w „Super Expressie”.

A co z resztą? Do dziś nie wiadomo, czy wszyscy zostali wycofani, prawda? Więc może nadal w mediach pracują oficerowie służb specjalnych?

Pan wie czy tak sobie dywaguje?

Mówi się o kilku znaczących postaciach i pewne rzeczy są ewidentne. Ale wkraczamy na obszar spraw tajnych i powiedzenie czegokolwiek oznacza automatyczną sprawę karną o ujawnienie tajemnicy państwowej i przegrany proces cywilny. Służby nie potwierdzą przecież, że ktoś jest ich agentem.

Pozostają domysły?

Widziałem dokument świadczący o tym, że bardzo znana dziennikarka jest etatowym oficerem, ale dopóki nie będę mógł dostać jego kopii, nie podam jej nazwiska.

Kiedy czyta pan teksty śledcze, często ma wrażenie, że pisali je ludzie z tamtej strony?

Dziennikarze stają się elementem rozgrywki między służbami. I teraz, dostając przeciek, dziennikarz jest słupem ogłoszeniowym służb i po prostu puszcza newsa dalej albo dopiero od tego momentu zaczyna śledztwo, weryfikuje wiadomości etc. Mam też wrażenie, że stało się to samo co w publicystyce politycznej, czyli nastąpił podział polityczny i dziennikarz śledczy, pisząc, patrzy tylko „mój czy nie mój”.

Dlatego nie tropią afery hazardowej na własną rękę?

Szefowie redakcji patrzą wyłącznie na to, czy to mogłoby naszym pomóc czy zaszkodzić, ale nawet wiedząc o tym, zaskoczyło mnie, że żadna ekipa telewizyjna nie została wysłana tam, gdzie mieszkają Drzewiecki, Chlebowski, Sobiesiak. Dziennikarzowi śledczemu wystarczyłby tydzień, by popytać sąsiadów, poszperać. Ot, sprawa kijów…

Jakich kijów?

Mirosław Drzewiecki przyznał, że dostał w prezencie specjalne kije do golfa. Sprawdziłem, ile one kosztują, i okazało się, że są to takie kwoty, iż powinien od nich zapłacić podatek. Według prawa miał sześć miesięcy na zgłoszenie do urzędu skarbowego. I teraz pytanie: zapłacił? I drugie pytanie: ktoś się tym zainteresował? Szczegół, ale znaczący.

Nie boi się pan, że mówiąc o agentach w mediach, zostanie obwołany oszołomem?

Tak się na pewno stanie po książce o mafii, którą piszę. Ona pokaże, że służby PRL miały i mają zbyt duży wpływ na to, co się dzieje dzisiaj – na politykę, na służby specjalne, na biznes.

Znajomość z Jarosławem Kaczyńskim trąci nawet po latach…

Co ja zrobię, że tak jest?! U nas nie ma nowych służb specjalnych, to mit. One tylko pozornie były tworzone przez ludzi, którzy nie mieli nic wspólnego z SB. Rozumiem, że potrzebni byli fachowcy, ale dlaczego aż tylu esbeków przeszło weryfikację?! Znalazłem oficera, który nawet formalnie nie powinien jej przejść, bo jeszcze za Kiszczaka powinien mieć wszczęte postępowanie karne, ale nic mu się nie stało, bo był synkiem szefa ZOMO. I co się z nim dzieje? Zostaje przyjęty do UOP i trafia do grupy Lesiaka!

Właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Pytanie, kto go zweryfikował? W sumie to nieważne kto, bo nawet jakby został negatywnie zweryfikowany, to mógł się odwołać do Krzysztofa Kozłowskiego, a on wszystkie te sprawy cedował na gen. Andrzeja Anklewicza. A kto pomagał generałowi? Choćby szef kadr SB pułkownik Roman Kurnik pojawiający się później jako zastępca Papały w MSWiA za Janika.

Pana to wszystko jeszcze interesuje?

Dokładnie to pytanie zadał mi jeden z członków komisji weryfikacyjnej. Odpowiedziałem mu, że nie mówimy o historii, o czymś, co nie ma wpływu na teraźniejszość. Ci ludzie nadal mają swoje biznesy, swoje wpływy, kontakty w służbach specjalnych!

Uda się znaleźć morderców Papały?

Na razie mamy Edwarda Mazura – człowieka winnego podżegania do zabójstwa, nawet nie zleceniodawstwa. To ważna różnica. Mazur nie mógł sam zdecydować o zabiciu Papały i nie mógł sam tego zlecić. On działał z innymi, z ludźmi SB, którzy po 1989 roku nie zostali wyeliminowani, ale tworzyli policję, UOP, teraz ABW.

Był agentem SB?

Tak. Wyjechał z Polski do USA jako młody człowiek i wrócił w latach 70. jako biznesmen. I rzeczywiście miał wtedy wejścia do rządu, ministerstw, wszędzie. Musiał interesować się nim odpowiadający w SB za przemysł gen. Józef Sasin, który zapewniał, że poznał Mazura dopiero wiosną 1990 roku.

Może akurat w tej sprawie nie kłamał?

Znalazłem akta sprawy o kryptonimie „Eskulap” dotyczącej afery w przemyśle farmaceutycznym. Śledztwo z 1988 roku podlegało Sasinowi i wykazało, że Skarb Państwa poniósł ogromne straty, a jako winną wskazano firmę reprezentowaną przez Mazura. Powinien trafić na lata do kryminału, ale nic mu się nie dzieje, bo korzysta z ochrony Sasina. Dlaczego o tym mówię?

No właśnie, to dość odległe od Papały.

Ale to pokazuje, jak w tej sprawie wszyscy we wszystkim kłamią. Po 1989 roku obaj – Mazur i gen. Sasin – są już nierozłączni. Kiedy Mazur przyjeżdża do Polski, to jada obiadki u Sasina, a kiedy wyjeżdża do Stanów, to jego interesy prowadzi pan generał. Jest on zresztą jedną z osób wskazanych przez Zirajewskiego jako zamieszany w zlecenie na Papałę.

Co robi Sasin po 1989 roku?

Odchodzi w luksusowych warunkach na emeryturę. Ba, z jego teczki osobowej wynika, że wszyscy się wręcz starają, by miał jak najlepsze warunki, jak najwyższą emeryturę, pomagają mu, jak się da.

Jacy wszyscy?

Nowa ekipa, która tworzyła wtedy UOP. To im zależy, by Sasin nie tylko nie poniósł żadnych konsekwencji, ale by mu włos z głowy nie spadł.

Bo to miły człowiek był?

I dlatego część akt Sasina jest wciąż w zbiorze zastrzeżonym? Rozumiem, że gen. Sasin jest wciąż dla służb ważną postacią. Nowe służby trzymają te teczki, by nie można było takim ludziom jak Sasin krzywdy zrobić.

Papała nie nadepnął na odcisk mafii, nie łapał gangsterów, więc dlaczego zginął?

Wyciągnięto go ze szkoły policyjnej w Szczytnie. Wszystkie ekipy śledcze zaczęły przyglądać się jego przyjaciołom, środowisku, w jakim funkcjonował. A tam mamy esbeka na esbeku.

Nie przesadza pan?

Nawet Zbigniew Siemiątkowski potwierdza, że Marek Papała oparł się na nich – tu niedaleko, w Kuźnicy na warszawskim Wilanowie, odbywały się suto zakrapiane  kolacyjki i obiadki z prokuratorem w PRL, a potem współpracownikiem Urbana, pułkownikiem Hipolitem Starszakiem, gen. Sasinem, pułkownikiem Romanem Kurnikiem…

Po co mu były te kontakty z esbekami?

Oparł się na nich, może słusznie, bo to oni decydowali, kto w Komendzie Głównej Policji zrobi karierę. Wracamy do tego, że stara esbecja dokładnie obstawiła policję i UOP – to oni zdecydowali o ich kształcie, nie Mazowiecki, Kozłowski czy Wałęsa. Ci dali się nabrać prawdziwym graczom.

Być może będziemy wiedzieli, kto za tym stał, ale wątpię, czy uda się to udowodnić.

Tym bardziej że przesłuchania niektórych ludzi służb, dawnych esbeków, były prowadzone na klęczkach. Prokuratura nigdy nie miała odwagi przycisnąć płk. Kurnika. I nie twierdzę, że to on kazał strzelać do Papały, ale on ma wiedzę w tej sprawie. Wychodzi w wielu wątkach.To człowiek, który doskonale zna środowiska biznesu, polityki, wszystkich ludzi, którzy przewinęli się przez dawne służby. Kiedyś spytałem gen. Anklewicza, czy nie korciło go, by spytać Kurnika, co wie na temat śmierci Papały. Usłyszałem tylko: „Nie zadawaj lepiej pytania, bo możesz otrzymać odpowiedź. Miałem spytać go, czy jest zamieszany w zabójstwo Papały? Jak cię żona zdradza, to ją o to pytasz? Chyba że chcesz tę odpowiedź dostać”.

W takim razie Kurnik to najważniejsza osoba w Polsce! Niczym grany przez Pszoniaka pułkownik Pieczur z „Oficerów”.

Pan się śmieje, ale on rzeczywiście zbudował sobie bardzo silną pozycję w biznesie, ma firmę brokerską, robi interesy przez innych ludzi, jest niesłychanie ustosunkowany. Oczywiście ma kłopoty ze zdrowiem, które zaczęły się, jak tylko do władzy doszedł PiS. Zresztą wtedy zaczął też poważnie chorować gen. Sasin. Obaj budowali sobie historię choroby.”

Przerażająca prawda o  Polsce.  Czy można było zbudować IV RP, mając przeciwko sobie takich przeciwników ? Ale na pewno trzeba próbować. Trzeba mieć marzenia . Nawet gdy te marzenia wydają się nierealne. Ale trzeba marzyć o wolnej, suwerennej Polsce nie rządzonej przez starych towarzyszy z SB. Czy te marzenia uda się zrealizować z będącą u władzy Pomyłką Obywatelską ? Odpowiedź jest oczywista. Z ludźmi z PO na pewno nie. To oni zostali stworzeni, zmanipulowani przez tych ,którzy chcieli aby PiS utracił władzę i marzą aby PiS znowu tej władzy nie odzyskał.  Gen. Sasin i inni sbecy nie chcą znowu budować sobie historii choroby. Rządy Platformy Obywatelskiej zapenij,ą im pełna wolność i bezkarność. Ale wyborcy obudzą się. Upadła III RP oparta na korupcji i zgniliźnie moralnej. Upadnie także Pomyłka Obywatelska. To tylko kwestia czasu . Wierzę w to. Moralność, ideowość i uczciwość polityczna musi zwyciężyć. PiS wróci do władzy. Dla dobra Polski.

Nie mogę nie napisać parę zdań o ostatnich obchodach rocznicy zniewolenia Radomska, nazywanych rocznicą wyzwolenia.

Wydaje się, że każdy powinien mieć świadomość , że w dniu 16 stycznia 1945 r. nie nastąpiło, żadne wyzwolenie Radomska, tylko jeden okupant opuścił miasto, a na jego miejsce weszły wojska sowieckie, które 4 lata wcześniej zamordowały w Katyniu polską elitę intelektualną . Tylko dzięki Armii Czerwonej polscy komuniści mogli objąć władzę. Dlatego też  było to święto komunistów z PPR a potem z PZPR , a nie święto polskich patriotów .

O tych faktach pisałem we wcześniejszym wpisie.

Dlatego wydaje mi się, że w wolnej ,demokratycznej Polsce nie powinniśmy świętować tej rocznicy. Uznawać tę datę za rocznicę wyzwolenia. Oczywiście musimy o tej rocznicy pamiętać ale w kontekście utraty wolności, a nie wyzwolenia.

Dlatego też bardzo dziwie się , że 16 stycznia w tych uroczystościach organizowanych przez SLD(spadkobiercę PPR i PZPR) i wciąż nazywanych „wyzwoleniem” wziął udział urzędujący starosta Jerzy Karczmarek. Jeszcze bardziej dziwię się, że w tych uroczystościach brał także udział wiceprezydent Paweł Rorat.

O ile udział starosty Jerzego Karczmarka, świętującego wejście sowieckich czołgów do Radomska tłumaczę sobie, że jako dawny członek PZPR, czuje on wciąż ideową jedność, wspólnotę poglądów z byłymi kolegami, (których opuścił po 1989 r) i być może wciąż dla niego dzień 16 stycznia jest, rocznicą wyzwolenia a nie rocznicą zniewolenia.

Z powyżej opisanych powodów autentycznie rozumiem obecność J.Kaczmarka na tych uroczystościach.

Natomiast absolutnie nie rozumiem dlaczego w tych uroczystościach brał udział wiceprezydent Radomska Paweł Rorat z Pomyłki Obywatelskiej. Paweł Rorat, z wykształcenia historyk, powinien mieć świadomość, że świętował rocznicę „zniewolenia” a nie „wyzwolenia” ! Dlatego też byłem autentycznie b. zdziwiony, że swoją osobą legitymizował te uroczystości. Z tego co wiem Paweł Rorat nie był członkiem PZPR, SD, ZSL więc nie chodzi o wspólnotę ideową i poglądów . Nie wiem o co chodzi ? O próbę zdobycia betonowego elektoratu PZPR ?  Paweł (znamy się dobrze, więc pozwolę sobie na tak poufałą formę) wybacz ale moim zdaniem to był obciach stać, tam wtedy, obok czerwonego sztandaru, sierpa i młota symboli zbrodni komunistycznych. Może kiedyś powiesz mi dlaczego tam byłeś.

Tego obciachu częściowo uniknął miłościwie nam panujący poseł Jacek Zacharewicz.

Zyta Gilowska powiedziała, że dobry polityk Pomyłki Obywatelskiej, to „polityk szybki i giętki”. Stosując  tę zasadę Jacek Zacharewicz chcąc uniknąć obciachu nie wziął udziału w uroczystościach „wyzwolenia”, ale na te uroczystości „wysłał” swoją dyrektor biura poselskiego. Czyli jednak obciachu nie uniknął ! Będąc „giętkim” politykiem Pomyłki Obywatelskiej uznał, że można „mieć ciastko i zjeść ciastko”. Pomyślał- być tam to jednak obciach, wyślę moja panią dyrektor. Drogi Jacku(znamy się wiec mogę tak z dobrego serca), pani dyrektor reprezentuje Ciebie, wiec to tak jakbyś był tam osobiście.  Czyli wysłałeś   do elektoratu wiadomość , dla mnie posła Jacka Zacharewicza 16 stycznia to święto „wyzwolenia”, a nie „ZNIEWOLENIA”.  Czy tak naprawdę uważasz ?                                       Mam nadzieję, że nie !!

Rozumiem, że walczysz o sieroty po PZPR ! Czy  warto jednak walczyć dla PO o betonowy elektorat ? Możesz stracić ten patriotyczny !! Czy radomszczańska  pomyłka obywatelska przesuwa się na lewo ?

Inny sygnał do elektoratu wysłała pani prezydent Anna Milczanowska i pan poseł Krzysztof Maciejewski(zwany w niektórych kręgach Wielkim Strategiem).

Tych polityków połączyło jedno. W dniu 16 stycznia, całkowicie zbojkotowali uroczystości z okazji „zniewolenia” Radomska. Poseł K.Maciejewski nie wysłał na te obchody żadnego reprezentanta.  Godna naśladowania postawa.

Anna Milczanowska i Krzysztof Maciejewski pokazali klasę polityka. Pokazali, że mają jednoznaczne patriotyczne poglądy. Z podniesioną głową i czystym sumieniem będą mogli brać udział w obchodach roku  bohaterskiego kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca” i jego żołnierzy z KWP. Prawdziwych bohaterów, który walczyli o autentycznie wolną Polskę z tymi którzy „wyzwolili” Radomsko  w dniu 16 stycznia. A inni politycy radomszczańscy , czy będą brali udział w tych obchodach ? Czy można  jednocześnie oddawać cześć tym którzy zniewalali i tym którzy byli zniewolonymi ?

Miłościwie nam panujący poseł z Pomyłki Obywatelskiej Jacek Zacharewicz podjął działania pozorowane(zwane fachowo PR czyli „pijar”, od pijany jarający) mające zatrzeć wielką wpadę radomszczańskiej pomyłki obywatelskiej (coraz bardziej widać jak ta nazwa pasuje do tej partii) związaną z utratą 60 mln na obwodnicę. Więc, aby zatrzeć złe wrażenie poseł  J.Z. załatwił p. prezydent Annie Milczanowskiej widzenie , audiencję u ministra Cezarego Grabarczyka(czyli u tego, który udaje, ze buduje autostrady).

Minister C.Grabarczyk jest politycznym guru i promotorem posła J.Z. więc załatwienie tej audiencji nie było chyba zbyt trudne. Ale być może poseł myślał, ze załatwił pieniądze na obwodnicę .

To by było coś konkretnego. Coś by się wreszcie pomyłce obywatelskiej udało.

Podczas audiencji minister Cezary jak to minister z pomyłki obywatelskiej, tylko czarował naszą panią prezydent, czarował, czarował i…….nic nie wyczarował. Na pewno nie pieniądze na obwodnicę.

Ale spotkanie z ministrem poseł załatwił. Coś się jednak udało. Jest sukces. I to się liczy. Będzie czym chwalić się. Ale czy lud to kupi ?

Zastanawiam się jak długo można prowadzić politykę za pomocą „pijaru” ,a nie konkretnych działań ?  Jak długo będzie pomyłce rosnąć poparcie ?

Rozbawił mnie rzecznik rządu Paweł Graś , gdy skomentował sposób w jaki Z.Ziobro wykonał wyrok sądu nakazujący przeprosić mu pewnego doktora łapówkarza.

Paweł Graś przeprosiny Z.Ziobry określił „ŻENADA”.

Hm, żenada, tak powiedział cieć, dozorca ,stróż u bauera.

Tak na pewno żenada !! Tak trzymać.

Powszechnie jest wiadomo ,że Polacy kochają Amerykę (USA) i wszystko co amerykańskie. To chyba taka zaszłość z czasów przaśnego komunizmu, gdzie  wszystko co amerykańskie było  najlepsze, kolorowe, pociągające i jakże inne od tego co fundowali nam komuniści.

Stąd ta powszechna miłość do USA. No cóż miłość nie odwzajemniona.

My jako jedyni na kontynencie europejskim ślepo w nich wierzymy, kochamy i wspieramy.  Ukrywamy na mazurach ich terrorystów , wysyłamy  naszych żołnierzy na iracką pustynię i afgańskie góry, pozwalamy w dniu 17 września odebrać obiecaną tarczę antyrakietową, a oni……

A amerykanie wciąż traktują nas jak pariasów Europy, jak arabskich terrorystów NIE WPUSZCZAJĄ nas do USA bez wizy. Prawie wszyscy obywatele państw Unii Europejskiej mogą wjeżdżać do USA bez wiz.

Obowiązek posiadania wizy dotyczy tylko Rumunów, Bułgarów i POLAKÓW. Tylko takie „elitarne” kraje europejskie jak Rumunia i Bułgaria nie mają ruchu bezwizowego z USA. Rumuni rozumiem, wyjechaliby wszyscy cyganie, Bułgarzy wyjechaliby wszyscy muzułmanie, ale my dlaczego nie możemy wyjeżdżać bez wiz ??

Bez wizy do USA wyjeżdżają nasi znajomi z komunistycznego baraku, Czesi, Węgrzy, Słowacy, Litwinie, Estończycy, Łotysze. Tylko my nie.

Czas chyba przestać ślepo kochać Amerykę.

A może,  miłościwie nam panujące „słońce Peru” weźmie się wreszcie do roboty i porozmawia z prezydentem „bambo” o tym, że wyślemy więcej żołnierzy do Afganistanu i może już niedługo do Iranu, ale nie chcemy być z Rumunami na jednym wózku.

Ale może być jeszcze gorzej. Rumuni i Bułgarzy bez wiz, a my wciąż z wizami

W związku z zamieszaniem wokół Ireneusza Krasia postanowiłem, że czas napisać o nim i o jego antytezie czyli M.Zyskowskim. Cos ich jednak łączy, są  byłymi radnymi z nieistniejącego już w Radzie Powiatu klubu PiS.

Łączy ich także coś innego. Teraz napiszę trochę historii politycznej Radomska.

Gdyby I.Kraś miał trochę oleju w głowie i trochę „jaj”, to scena polityczna Radomska wyglądałaby inaczej. Na polecenie posła K.Maciejewskiego radni z klubu PiS podjęli decyzje o wyrzuceniu z klubu M.Zyskowskiego. W głosowaniu wzięło udział 4 radnych. Za usunięciem M.Zyskowskiego głosowało dwóch radnych W.Nicpan i P.Lewandowski. Oczywiście pisowscy „robespierzy” niczym nie uzasadnili swojego stanowiska.  Natomiast dwóch radnych Ireneusz Kraś i Irena Baryła wstrzymało się od głosu. Gdyby I.Kraś i I.Bareła zagłosowali przeciw, mieli trochę „jaj” i umieli przeciwstawić się błędnej, małostkowej decyzji posła K.Maciejewskiego, to M.Zyskowski wciąż byłby członkiem klubu PiS i nie musiałby podać się do dymisji. Tym samym istniałaby koalicja utworzona po wyborach samorządowych i knucie posła zostałoby powstrzymane.

I.Kraś liczył , że otrzyma nagrodę może marzył mu się fotel przewodniczącego rady, a tu na drugi dzień, spotkała go przykra niespodzianka- został także wyrzucony klubu radnych PiS. Razem nim pisowscy „robespierzy” czyli W.Nicpan, P.Lewandowski i B.Sewerynek wyrzucili samodzielnie myślącą Irenę Baryłę. Tym samym przestał istnieć klub radnych PiS, ponieważ klub musi liczyć co najmniej 5 radnych.

W związku z tym ,że M.Zyskowski nie miał poparcia politycznego swoich radnych jako człowiek honoru, podał się do dymisji.

Wiele osób krytykowało byłego starostę za jego decyzję. Uważam, że ta krytyka jest nieuzasadniona i wynika, z niezrozumienia funkcjonowania w polityce.

Jaki wybór miał M.Zyskowski. Oczywiście mógł trwać na stanowisku i knuć z radnymi różnych opcji w celu utrzymania stanowiska. Mógł uprawiać polityczną prostytucję i kupować głosy radnych z różnych opcji. Te starania, znając „ideowość” i „wierność zasadom” części radnych, odniosłyby skutek i nie byłoby wystarczającej liczby głosów aby  odwołać M.Zyskowskiego. Tylko co dalej ? Pełniłby stanowisko starosty jako kto ? Jaki miałby mandat do pełnienia tej funkcji ? Miałby wstąpić do PSL-U, FSG, PO ?? Jak odebrałaby go opinia publiczna ? Jako spocenego faceta walczącego o stołek, tylko o stołek i kasę.

W sytuacji gdy radni usunęli M.Zyskowsiego z klubu stracił on mandat polityczny, umocowanie polityczne do sprawowania urzędu starosty. Wyjście było tylko jedno honorowo podać się do dymisji. Tak też zrobił. Wprowadził do naszej lokalnej polityki pojęcie honoru w polityce i wierność zasadom.  Pojęcia, które zostały zapomniane honor i zasady. Za to należy się M.Zyskowskiemu szacunek.  Nie mam poparcia w radnych, odchodzę.

Przeciwieństwem M.Zyskowskiego jest Ireneusz Kraś. Jego sytuacja polityczna była taka sama. Jednakże zachowanie całkiem inne.

Doktor Ireneusz Kraś został wybrany wiceprzewodniczącym Rady Powiatu, ponieważ na to stanowisko desygnowali go radni z klubu PiS, którego był członkiem. Miał mandat polityczny do pełnienia tej funkcji. Nie został wiceprzewodniczącym ponieważ nazywa się I.Kraś i jest niezależnym radnym ,tylko został wybrany ponieważ był to element umowy koalicyjnej, na mocy której klub Pis otrzymał to stanowisko.

W momencie gdy radni ,członkowie klubu PiS „wypluli” go z tego klubu(po uprzednim wykorzystaniu w głosowaniu dotyczącym M.Zyskowskiego) radny I.Kraś  pełniący funkcję polityczną, przestał mieć mandat do sprawowania tej funkcji. Tym samym jego decyzja powinna być jedna. Powinien honorowo podać się do dymisji. Z niezrozumiałych dla mnie względów tego nie uczynił. Nie wiem dlaczego wciąż trzyma się tego stołka. Kompromitacja trwa nadal.

Pachnie także kompromitacją i działaniem z niskich pobudek w zachowaniu części radnych PiS, którzy teraz po 7 miesiącach od wyrzucenia z klubu zajęli się odwoływaniem I.Krasia. Czyżby „dorzynanie watahy” ??

Bez wątpienia wniosek o odwołanie I.Krasia trzeba było złożyć, bezpośrednio po „przeżuciu  i wypluciu” go z klubu. Wtedy byłoby to dla wyborców zrozumiałe. Nie wiem dlaczego czekano tak długo ? Aktualnie tworzenie, z RdR i innym radnymi egzotycznej koalicji antykrasiowej uważam za błąd polityczny. Czy to honor dla P.Lewandowskiego gdy zostanie wybrany wiceprzewodniczącym rady głosami SLD i RdR ?  Ugrupowań, które krytykował . A 4 lata temu jak każdy członek PiS, aktywnie brał udział w referendum w celu odwołania J.Słowińskiego.

I.Kraś powinien podać się do dymisji. Może warto aby wszyscy radni do niego oto zaapelowali . Być może będzie chciał poprawić swoje notowania polityczne i wreszcie zrezygnuje.. Wtedy wolne stanowisko powinno pozostać nie obsadzone. Zostanie w kasie powiatu trochę pieniędzy. Po drugie nikt nie będzie zasłaniał słońca przewodniczącemu rady K.Zygmie. będzie świecił tylko on. A tak to będą awantury ponieważ P.Lewandowski także będzie chciał świecić i co wtedy ??

We wrześniu 2009 zarząd powiatowy PiS zawarł porozumienie z RdR. Z informacją ze strony rdr podaj ,że porozumienie dotyczy „prowadzenia wspólnej polityki na terenie miasta Radomska a także powiatu radomszczańskiego. Strony niniejszego porozumienia poprzez swoich   przedstawicieli  w radach miejskiej i powiatowej chcą pracować dla wspólnego dobra, jakim jest teraźniejszość a także przyszłość miasta i powiatu. Złożono deklarację, że wszelkie próby zaprzepaszczenia majątku w gminie miejskiej czy powiecie będą obnażane poprzez przedstawianie ich opinii publicznej. Celem RdR oraz PiS jest obrona jak również ochrona wszelkich dóbr, które mają służyć społeczności lokalnej i zaspakajać jej potrzeby”.

Wydaje się,  że  stowarzyszenie Razem dla Radomska, które jest nazywane Razem dojmy Radomsko lub Razem do Rywinlandii  i partia Prawo i Sprawiedlowość (której jestem członkiem) to ogień i woda. Tak uważam, rządy prezydenta J.Slowińskiego z  RdRu, polegające na zawłaszczeniu Radomska zostały jednoznacznie odrzucone przez   przez mieszkańców Radomska.  RdR poniósł klęskę wyborczą zdobywając w wyborach do Rady Miasta tylko dwa mandaty. RdR  jest bankrutem politycznym.

Styl rządów RdR-u i prezydenta J.Słowińskiego  doprowadził do referendum w sprawie odwołania J.Słowińskiego. Inicjatorem tego referendum był poseł  K.Maciejewski przewodniczący PiS w Radomsku,  argumentował: -” Prezydent oszukał radomszczan, że w mieście powstanie fabryka samochodów. Poza tym niewłaściwie wydaje publiczne pieniądze, a swoim ludziom rozdaje publiczne posady”.

Aktualnie coś musiało się zmienić w tej ocenie  J.Słowińskiego i RdR-u przez K.Maciejewskiego. Wcześniej czy teraz poseł popełnił błąd ? Czy wtedy  RdR był  be, a teraz jest cacy ? Czy teraz jest cacy, a wtedy był be ?  Tylko dlaczego teraz jest cacy ? Co zmieniło się w RdR bo chyba nie ci którzy pociągają za sznurki J.Słowiński, J.Ferenc, M.Kańska wiecznie żywi. Czy RdR przeprosił za swój styl rządzenia ?

Już wiem poseł K.Maciejewski zostal podpuszczony i  ogłupiony przez ” złego diabła”  M.Zyskowskiego i przez „diablicę” A.Milczanowską. Rozumiem posła, że wspólni wrogowie jednoczą byłych wrogów, zgodnie z zasada wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Stąd ta egzotyczna koalicja z RdR.

Ale czy tę zasadę zrozumieją wyborcy PiS  ? PiS jest partią postrzegana jako partia ludzi o czystych rękach. Różne rzeczy  zarzuca się PiS, , że jest partią obciachu, że jest antyinteligencka, to są wszystko bzdury i czarny pijar. PiS jest przede wszystkim  partią ludzi o czystych rękach nie uwikłaną w styk biznesu i polityki, członkowie i politycy PiS nie byli uwikłani w podejrzenia korupcyjne,  w nepotyzm. Na pewno nie na poziomie samorządu radomszczańskiego. Dlatego  też  PiS wygrał wybory do Rady Miasta . PiS  był antytezą RdR-u. Wyborcy uważali, że w rządzeniu miastem będzie  wszystko jasne i czyste, że zmieni się styl rządzenia.  I ten styl rządzenia za sprawą PiS-u się zmienił.

Teraz PiS wiąże się z wygnanymi z radomszczańskiego samorządowego raju grzesznikami z RdR ? Czy wyborcy to zrozumieją. Obawiam się że nie. Nie chę aby moja partia przegrała wybory samorządowe. Naprawdę nie chcę.

Drogi zarządzie powiatowy PiS, nie idźcie tę drogą !!!!!   Wzywam i proszę zawróćcie z tej drogi. !!!!

16 stycznia minie kolejna rocznica wejścia sowieckich żołnierzy do Radomska. Przez lata tę rocznicę nazywano wyzwoleniem Radomska.

Tak naprawdę nie było to żadne  wyzwolenie.

Bez wątpienia Radomsko opuścili Niemcy. Ale na miejsce jednego okupanta, wszedł drugi okupant. Oczywiście,  ta niemiecka okupacja różniła się od tej sowieckiej, komunistycznej.  Jednakże jeden i drugi okupant gardził Polakami, odmawiał nam prawa do niepodległego i  suwerennego państwa uznając przedwojenną Polskę.za „bękarta traktatu wersalskiego”. To przecież te dwa totalitaryzmy faszystowski i komunistyczny dokonały IV rozbioru Polski we wrześniu 1939 r. Na wschodnich ziemiach zajętych przez Rosjan, szalał taki sam terror jak na ziemiach okupowanych przez Niemców. Niemcy tylko tym różnili się od sowieckich bolszewików, że uznawali i stosowali konwencję genewską i nie zamordowali polskich oficerów znajdujących się w niemieckich obozach jenieckich. Natomiast rosyjscy komuniści z rozkazu największego wroga Polaków Józefa Stalina dokonali mordu w Katyniu. Zbrodniarze z NKWD zabili strzałem w tył głowy kilkanaście tysięcy polskich oficerów wojska,  policji i  straży granicznej, urzędników państwowych państwowych i samorządowych, nauczycieli akademickich. Zamordowano elitę polskiego narodu , sól tej ziemi.

Po przekroczeniu w styczniu  1944 r. granicy określonej traktatem ryskim, wojska sowieckie dokonywały rozbrajania wojsk polskich- legalnych oddziałów AK , które były przedstawicielem polskiego emigracyjnego rządu tzw. londyńskiego. Żołnierze AK, byli internowani i deportowani  na Syberię, jeżeli nie chcieli służyć w wojskach polskojęzycznych  tzw. komunistycznej armii Z.Berlinga

Najważniejszą kwestią , często całkowicie pomijaną , pozwalającą dokładnie zrozumieć to co stało się w Polsce po 1944 r. jest uświadomienie sobie, że na emigracji ,w Wlk. Brytanii istniał polski rząd, który we wrześniu 1939 r. po inwazji Niemców i sowieckich komunistów musiał wyjechać z kraju. Jednakże to właśnie ten rząd był legalnym przedstawicielem Polski i miał pełną zdolność stanowienia prawa i reprezentowania państwa polskiego..

Jednakże komuniści postanowili  narzucić Polakom  obcą, nie reprezentatywną władzę. Dokonali  okupacji, podboju Polski . Oczywiście podczas sowieckiej okupacji, stosowano wobec Polaków  inny rodzaj represji.  Były one także mniej masowe.

Okupacja sowieckich komunistów tym różniła się od niemieckiej okupacji, że Niemcy nie stworzyli, żadnej polskojęzycznej formacji politycznej, która by w ich imieniu rządziła w Polsce. Komuniści sowieccy z rozkazu Stalina stworzyli partię komunistyczną, którą nazwali  Polską Partią Robotniczą. Tak naprawdę nie była ani Polska ani robotnicza. Jej siłą zbrojną była Armia Ludowa. Po zajęciu Polski przez wojska sowieckie z członków AL rekrutowano funkcjonariuszy UB i MO.

Przypominanie mechanizmu w jaki sposób  agenci sowieccy czyli polscy komuniści po 1944 r. zdobyli władzę, ma istotne znaczenie dla oceny ustroju komunistycznego, jego legitymizacji. Te początki jednoznacznie wskazują, że władza komunistyczna została nam narzucona przemocą przez stalinowską, sowiecką Rosję,   nie została wybrana i demokratycznie, dobrowolnie zaakceptowana przez Polaków.

Komuniści byli w Polsce ugrupowanie marginesowym, nie mieli żadnych szans na objęcie władzy w demokratycznych wyborach. Opór Polaków przeciwko wprowadzanemu systemowi politycznemu, który uznawano za wrogi i zbrodniczy był bardzo silny. Ten opór mógł być przełamany tylko z pomocą sowieckiego aparatu bezpieczeństwa. Gdyby nie obecność okupacyjnych wojsk ZSRR, szczególnie  sił NKWD polscy komunistyczni kolaboranci z PPR  nie mieli najmniejszych szans na rządzenie Polską. Komuniści z PPR w grudniu 1948 r. zmienili nazwę partii na PZPR. Trafnie tę nazwę rozszyfrował  Leszek Moczulski. W lutym 1992 r. na posiedzeniu sejmu powiedział , że PZPR to „Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji” .

Fakt, ze polscy komuniści byli agentami wrogiego mocarstwa ma wielkie znaczenie dla oceny zachowania polskich bohaterów z podziemia niepodległościowego, wywodzących się z AK, NSZ i BCH nazywanych obecnie ‘Żołnierzami Wyklętymi” . Polskie podziemie niepodległościowe po opuszczeniu Polski przez Niemców, walczyło z drugim okupantem, sowiecką Rosją, jej siłami bezpieczeństwa(NKWD, grupami Smiersz) i kolaborantami  z  PPR, AL,  UB i KBW.

Tak jak w czasie wojny, żołnierze AK walczyli z Niemcami, zabijając członków gestapo, SS, NSDAP, tak po wojnie „żołnierze wyklęci” w obronie niepodległej, demokratycznej w pełni suwerennej Polski, zostali zmuszeni do zabijania tych  którzy stosując masowy terror, zabójstwa polityczne działaczy polskich reprezentujących legalną polska władzę, narzucali nam obcy, wrogi, morderczy i totalitarny ustrój. Ustrój który doprowadził Polskę do zacofania ekonomicznego i społecznego.

W powojennej Polsce od 1944 r.  w sposób zbrodniczy wprowadzano komunistyczną władzę, agenturę sowieckiego mocarstwa.  Każdy naród ma prawo do obrony swojej wolności, suwerenności, wiec z tego prawa korzystali polscy patrioci żołnierze z  KWP, NSZ, WiN, zgrupowania Józefa Karasia „Ognia”, V i VI Brygady Wileńskiej AK i wielu innych organizacji podziemia antykomunistycznego.

Na tych terenach Polski które opuszczali Niemcy, rzekomi wyzwoliciele z Armii Czerwonej i NKWD zabijali, aresztowali, wywozili na wschód,  tych wszystkich Polaków którzy nie akceptowali nowej obcej nam sowieckiej władzy. Wydaje się więc oczywiste, że nazywanie wejścia do Radomska i innych polskich miast armii wrogiego mocarstwa, komunistycznego związku radzieckiego nie można nazywać wyzwoleniem.

Prawda  jest całkiem inna i oczywista, w dniu 16 stycznia w Radomsku rozpoczęło się zniewolenie które trwało do czerwca 1989 r. Wiec nazywanie początku tego zniewolenia jak wyzwolenia,  to kpina z Polaków, w szczególności z  polskich patriotów  zamordowanych po wojnie  przez NKWD, UB i SB .

W następnym tygodniu rozpocznie się proces prezesa fundacji pracowniczej W.K. oskarżonego o działanie na szkodę fundacji w związku ze sprzedażą  nieruchomości położonych Radomsku przy ul Krakowskiej i T.Kościuszki, radomszczańskim przedsiębiorcom.

Dla mnie prezes jest pewnego rodzaju „ofiarą” prawa uchwalanego w III RP, które umożliwiało wybranym uwłaszczyć się na państwowym majątku i bez większego wysiłku dorobić się pieniędzy. Taka była III RP.

Czy wszyscy pamiętają tę dziwną sprawę ? Może warto przypomnieć naszą małą „rywingat”

A wiec tak przychodzi Rywin do Michnika. Stop wróć. Nasz historia zaczyna się w październiku 1991,  1994 i 1995 r. Ważne są te październiki w naszej historii.

W dniu 22 października 1991 r. członkowie NSZZ „Solidarność”  Pracowników Zakładów Przemysłowych „Komuna Paryska” ustanowili Fundację Pracownicza Zakładów Przemysłowych w Radomsku

W dniu 12 październiku 1994 r Sejm uchwala ustawę o zasadach przekazywania zakładowych budynków mieszkalnych przez przedsiębiorstwa państwowe. Na mocy tej ustawy państwowe zakłady pracy mogą przekazywać gminom ewentualnie innym osobom prawnym nieruchomości stanowiące własności zakładów pracy w szczególności mieszkania zakładowe, ośrodki wypoczynkowe, przychodnie, budynki handlowe.

W dniu 12 października 1995 r. „Metalurgia S.A.” na podstawie w/w ustawy  przekazała przedmiotowej fundacji cały swój majątek w postaci prawa własności i prawa wieczystego użytkowania gruntów i budynków w Radomsku przy ul .Krakowskiej, T. Kościuszki, Fabianiego i Reymonta. Fundacja otrzymała także ośrodek wypoczynkowy w Muszynie i Sielpi. Może także inne nieruchomości o których nie wiem.

Z sobie tylko znanych powodów Zarząd „Metalurgii” w osobach pana prezesa Jerzego Dworackiego  członków zarządu  Zbigniewa Wojtona i Mariana Synowca nie przekazał wyżej wymienionych nieruchomości gminie miasta Radomsko tylko  Fundacji Pracowniczej.

Tym samym fundacja stała się właścicielem ogromnego majątku, który taka naprawdę był majątkiem stanowiący własność nas wszystkich, ponieważ był państwowy. Wydaje się, że ten majątek powinien być przekazany gminie miasta Radomsko. A przedstawiciele miasta Radomsko, szczególnie prezydent, powinni robić wszystko, aby te nieruchomości(prawo użytkowania wieczystego) otrzymać. Ale to jest tylko moje zdanie. Zdanie zarządu zakładu i włodarzy miasta było inne.

Majątek o znacznej wartości stał się własnością fundacji.

Fundacja miała wyłącznie zarządzać przedmiotowymi  nieruchomościami.

Zgodnie z umową z dnia lutego 1995 r., fundacja bez zgody „Metalurgia S.A.” nie mogła zmieniać przedmiotu umowy oraz zawierać nowych umów dotyczących  przedmiotowych budynków.

W 2000 r. do władz fundacji wszedł Wiesław K.

Od tego czasu fundacja zaczęła dokonywać wyprzedaży majątku, którym miała administrować.

Sprzedaży nieruchomości dokonywano w trybie bez przetargowym, znacznie poniżej ich rynkowej wartości.

Sprzedano ośrodki wypoczynkowe w Muszynie i Sielpi.

W 2006 r. sprzedano działkę położoną w centrum Radomska o pow. 3378 metrów kwadratowych. Przedmiotowa działka została sprzedana za kwotę 200 tys. złotych.

Działkę kupili znani radomszczańscy biznesmeni. Chyba wiecie którzy . Wiec nie muszę podawać ich nazwisk.

Przedmiotowa nieruchomość ci „biznesmeni” sprzedali  w sierpniu 2007 r. za ponad dwa miliony złotych .

Należy  podkreślić, że nieruchomość została sprzedana wraz z lokatorami.

I tutaj mamy do czynienia z ciekawym zdarzeniem. Prywatni przedsiębiorcy, którzy stali się właścicielami mieszkań wraz lokatorami powinni zapewnić im lokale zastępcze wyłącznie na własny koszt. Ale z pomocą ruszył im Urząd Miasta, z prezydentem J.Słowińskim na czele i zapewnił właśnie tym lokatorom mieszkania. Ponoć prywatni przedsiębiorcy partycypowali częściowo w kosztach nowych mieszkań dla swoich lokatorów. Ale czy faktycznie miasto powinno wspomagać finansowo prywatnych przedsiębiorców ? Nawet gdyby ta pomoc nie była znaczna .

Przedstawiciele  władz samorządowych Radomska prowadzili rozmowy z Wiesławem K. dotyczące kupna przedmiotowej nieruchomości. Pan Wiesław jak słynny towarzysz Wiesław G. był twardy, nieugięty i    nie  wyraził zgody na sprzedaż tej działki na rzecz miasta Radomska.

Kolejna interesująca historia związana z przedsiębiorczym prezesem.

Fundacja  wynajmowała na rzecz Getin Banku, lokal użytkowy znajdujący się na ul. Fabianiego.

Zgodnie z umową najmu fundacja otrzymywała czynsz miesięczny w kwocie ok. 10 tys. złotych.

Z niezrozumiałych przyczyn W.K.( niby cały zarząd fundacji) ten lokal sprzedał za stosunkowo niewielką  kwotę wynoszącą ok. 120 tys. złotych.

Zastanawiam się kto nabył od fundacji ten lokal ? Może to jest ktoś z członków rodziny … Może ktoś z was drodzy czytelnicy posiada informację, komu płaci czynsz aktualny najemca ?

Do tej historii należy dodać nieruchomość położoną przy ul.T.Kościuszki, sprzedaną także przez fundację znacznie poniżej rynkowej wartości i oczywiście w trybie bezprzetargowym. Co dziwne tam wciąż mieszkają lokatorzy. Temu przedsiębiorcy „miasto” nie zapewniło lokali zastępczych .

To koniec tej historii. Epilog zostanie napisany na sali sądowej. Niezbadane są wyroki sądowe. Być może  prezes W.K. zostanie uniewinniony.

Ale każdy ma prawo do oceny jego działań. Nie tylko czy były zgodne z prawem.  Ale czy były to działania na rzecz fundacji, czy na jej szkodę ? Czy były po ludzku uczciwe ?  Czy fundacja powinna wyzbywać się państwowego majątku ?  Czy nie należało tych nieruchomość sprzedać w trybie przetargowym , szeroko informując wszystkich potencjalnych inwestorów o możliwości nabycia  tych nieruchomości ?

A tak pozostają pytania, na które być może nigdy nie padną odpowiedzi, pozostanie tylko niesmak i podejrzenia, że te transakcje nie były jednak do końca uczciwe. I ten cień podejrzenia pada nie tylko na prezesa. Czyli III Rzeczpospolita wiecznie żywa.

Opisane wyżej okoliczności odnoszące się do zbrodniczego i bestialskiego stracenia w nocy z 9 na 10 maja 1946 r. w piwnicach PUBP w Radomsku 12 żołnierzy KWP jednoznacznie wskazują, iż sprawcami tych zbrodni byli funkcjonariusze tegoż urzędu. W 1946r. w Radomsku zatrudnionych było 74 funkcjonariuszy.

Spośród żyjących 26 funkcjonariuszy UB, w toku śledztwa przesłuchano 20 osób. Z ich zeznań  wynika m. in., że w dacie zdarzeń nie pełnili służby w PUBP w Radomsku (Kazimierz Kluza, Stefan Nowicki- pełnił służbę od czerwca 1946r., Eligiusz Kołaczyk- pełnił służbę od 24 maja 1946r., Bronisław Musiał- pełnił służbę do stycznia 1946r.), nie mają wiedzy na ten temat lub nie pamiętają, jako że byli np. wartownikami lub stanowili personel pomocniczy (Stanisław Kusiak, Stanisław Śliwakowski, Adam Kowalczyk, Jerzy Nita, Stanisław Franc, Piotr Musiał, Jan Wieczorek- wartownicy, Alfreda Chrzan, Barbara Błachowska- maszynistki, Piotr Szlęk- szyfrant, Stanisław Małek- przebywał poza urzędem, Wacława Dydoń i Zofia Sierant- zatrudnione w kuchni), słyszeli o zdarzeniu z przekazu innych osób (Stanisław Kaczorowski- dowódca warty, który w tym czasie był chory), zrezygnowali ze służby w PUBP w Radomsku i wyjechali (Marian Burant, Kazimierz Kozieł).

Natomiast b. pracownik sekcji dochodzeniowej PUBP w Radomsku, Adam Knysak, zeznał, iż przy tym urzędzie miał być oddział egzekucyjny złożony z Rosjan, którym dowodził major NKWD !!!!

Zeznaniom tym stanowczo zaprzecza b. kierownik PUBP w Radomsku, Jan Guz twierdząc, że nie istniała żadna sekcja egzekucyjna tego rodzaju. Istniała kompania KBW dla ochrony zakładów przemysłowych i gorzelni.

Jan Guz pełnił funkcję szefa tegoż urzędu od 24 kwietnia 1945r., jednakże ze względu na leczenie gruźlicy przebywał na zwolnieniach i w 1948r. uzyskał rentę chorobową.

Od 24 kwietnia 1945 r. Jana Guza, w funkcji szefa PUBP zastępował  Jan Sadło.

Jak już wskazano, sprawcami tych wyjątkowo okrutnych i bestialskich, opisanych wyżej zbrodni byli funkcjonariusze PUBP w Radomsku.

Jednakże  w toku śledztwa prowadzonego przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni p-ko Narodowi Polskiemu w Łodzi, śledztwa nie zdołano zebrać dowodów pozwalających na dokładne ustalenie, którzy funkcjonariusze zatrudnieni w radomszczańskim urzędzie bezpieczeństwa torturowali a następnie dokonali zabójstwa bohaterskich żołnierzy z Konspiracyjnego Wojska Polskiego.

W toku śledztwa nie zdołano także ustalić aktualnych miejsc pobytu ławników biorących udział w wydaniu zbrodniczego wyroku.

Śledztwo w sprawie fizycznego i moralnego znęcania się nad zatrzymanymi i osadzonymi w areszcie PUBP w Piotrkowie Tryb., 17 żołnierzami KWP oraz w sprawie zbrodniczego stracenia 12 żołnierzy KWP w dniu z 9 na 10 maja 1946r, przez funkcjonariuszy z PUBP w Radomsku zostało umorzone, wobec niewykrycia sprawców przestępstwa.

W sytuacji uzyskania nowych dowodów dotyczących funkcjonariuszy UB, śledztwo w przedmiotowej sprawie mogłoby zostać podjęte.

Kazimierz Stojanowski od dnia 9 grudnia 1944r. pełnił służbę sędziowską w sądownictwie wojskowym i jak wynika z akt osobowych, od kwietnia 1945r. do lutego 1946r. zajmował stanowisko wiceprezesa Sądu Okręgowego w Lublinie, po czym został przeniesiony na stanowisko zastępcy Szefa Wojskowego Sądu Rejonowego w Szczecinie, a w marcu 1948r. został szefem tego Sądu, we wrześniu 1955r. został wiceprezesem Sądu Wojewódzkiego w Szczecinie.

Z dniem 28 lutego 1967r. przeniesiony został na rentę specjalną.

W trakcie trwania procesu sędzia Stojanowski był delegowany do Sądu Okręgowego w Częstochowie do orzekania o sprawach prowadzonych w trybie doraźnym.

Bezpośrednio po ogłoszeniu wyroku z dnia 7 maja 1946r., wszystkich 17 skazanych niezwłocznie przetransportowano z sali kina, gdzie odbywała się rozprawa, do aresztu PUBP w Radomsku, przy czym 12 skazanych na karę śmierci przebywało w oddzielnej celi, niż pozostałych 5 skazanych na kary po 15 lat więzienia.

W dniach 7 i 8 maja 1946r. udzielono rodzinom widzeń ze skazanymi. I tak w dniu 7 maja 1946r. ciotka skazanego na karę śmierci Karola Wielocha- Zofia Dzwonek-była u niego na widzeniu, zaś następnego dnia druga jego ciotka- Zofia Szklarek.

Również w dniu 8 maja 1946r. na widzeniu u  Józefa Koniarskiego, była Marianna Więcławek wraz z jego matką. Jak zeznała, Józef Koniarski był przeraźliwie chudy.

W trakcie widzenia Józef Koniarski oddał żonie obrączkę mówiąc, że już mu nie będzie potrzebna, a także zdjął skarpetki i oddał żonie twierdząc, że przydadzą się dzieciom. Wówczas Marianna Więcławek zobaczyła, że nogi ma on całe sine i w ranach.

Ostatnim, który widział skazanych żywych był ksiądz Stanisław Piwowarski. Z jego relacji i późniejszych zeznań wynika, iż 9 maja 1946r., ok. godz. 20.00 do parafii pod wezwaniem św. Lamberta w Radomsku, gdzie ksiądz był wikarym, przyszedł oficer w stopniu podporucznika i powiedział, żeby ksiądz poszedł z nim do skazanych na karę śmierci, celem oddania im posługi kapłańskiej. Ksiądz Piwowarski został wprowadzony przez tego oficera do piwnicy budynku PUBP w Radomsku, a następnie do niewielkiej celi, do której pojedynczo wchodzili skazani na karę śmierci, a ksiądz udzielał im komunii. Ostatnim był ich dowódca Jan Rogulka. Wychodząc ksiądz Piwowarski widział stojący samochód ciężarowy z plandeką, którym jak przypuszczał miały być wywiezione zwłoki skazanych.

Jak wynika z zeznań Józefa Zięby, pomiędzy celą, w której przebywali skazani na karę śmierci a celą, w której on przebywał wraz z pozostałymi skazanymi na 15 lat więzienia, był niewielki otwór, przez który porozumiewali się ze sobą. Przed wyprowadzeniem z celi skazani na karę śmierci pożegnali się z kolegami z sąsiedniej celi właśnie przez ten otwór w ścianie.

Natomiast z zeznań przebywającego w tym czasie w jednej z cel Romana Czajki wynika, iż przez szpary w drzwiach celi widział, że u skazanych na karę śmierci był ksiądz, a następnie wyprowadzono ich nocą z celi, przy czym wszyscy mieli skrępowane ręce.

Jak wynika z zeznań Czesława Kwarty, który obserwował przebieg procesu oraz był jako jeden z pierwszych na miejscu zakopania zwłok, skazani na karę śmierci zostali zamordowani w piwnicy PUBP w Radomsku w nocy z 9 na 10 maja 1946r., a następnie zwłoki, ciężarówką przy eskorcie funkcjonariuszy UB i wojska, wywieziono do bunkra w lesie, w okolicy Bąkowej Góry, gm. Ręczno, woj. piotrkowskie, i tam zwłoki zostały zakopane.

W oparciu o zeznania mieszkańców wsi Bąkowa Góra- Michała Ślusarczyka, Mariana Skowrona i Władysława Wołczyka- można przyjąć, że w nocy z 9 na 10 maja 1946r., przed wschodem słońca, do lasu w pobliżu Bąkowej Góry przyjechały 3 samochody z funkcjonariuszami UB, którzy przywieźli zwłoki 12 mężczyzn,  które następnie zakopali w bunkrze w lesie.

Z zeznań Marian Skowrona, który przekazał relację nieżyjącego już mieszkańca Bąkowej Góry, Stanisława Kusa wynika, iż ten widział, że na drodze do bunkra, gdzie zakopano zwłoki było dużo krwi. Jak twierdzi Marian Skowron, jeszcze tego samego dnia wieczorem, wspólnie z Michałem Ślusarczykiem, Władysławem Wołczykiem i innymi odkopywali te ciała, których było 12.

Przykryte były siennikami i przysypane piachem.

Zauważył, iż wszyscy mieli ręce powiązane z tyłu drutem kolczastym, a dwóch miało wykłute oczy.

Marian Skowron w jednym z zamordowanych mężczyzn rozpoznał Jana Rogulkę, którego znał wcześniej. Następnie odkopane zwłoki zostały przewiezione wozami na cmentarz do Bąkowej Góry, gdzie pozostawały nie pogrzebane przez cały dzień do wieczora, gdyż przyjeżdżały rodziny zamordowanych celem rozpoznania zwłok.

Z zeznań Czesława Kwarty, który przyjechał wraz z ojcem zamordowanego Leopolda Słomczyńskiego na cmentarz do Bąkowej Góry, wynika, że każdy z zamordowanych miał ślad po strzale w tył głowy.

Przy zwłokach Leopolda Słomczyńskiego jego ojciec w kieszeni marynarki syna, znalazł odpis aktu oskarżenia.

Z zeznań siostry zamordowanego Jana Rogulki, Heleny Caban, która widziała zwłoki swojego brata również w tym samym czasie na cmentarzu w Bąkowej Górze, wynika, że zwłoki Jana Rogulki miały zmasakrowana głowę i połamane ręce.

Zwłoki Czesława Turlejskiego, które rozpoznała jego matka były tak zmasakrowane, że poznała je tylko po koszuli.

Biorąc również udział w akcji odkopywania zwłok Jan Bartnik widział, iż wszystkie zwłoki były zmasakrowane, posiadały ślady kłucia bagnetami, rany postrzałowe w głowę i klatkę piersiową, kilku miało roztłuczone czaszki, jak gdyby od uderzeń kolbą.

Z zeznań drugiej siostry Jana Rogulki, Cecylii Kruszyńskiej, wynika, iż zamordowani mieli obcięte języki i wybite oczy.

Z zeznań ciotki zamordowanego Karola Wielocha, Zofii Dzwonek, wynika, iż do Bąkowej Góry celem rozpoznania zwłok pojechali jej brat Antoni oraz siostra Regina. Z relacji brata wynikało, że zwłoki Karola Wielocha były zmasakrowane, miał ucięty język, wydłubane oczy i wbite w głowę gwoździe. Fakt ten znajduje potwierdzenie w zeznaniach Zdzisława Stępnia- „w głowę tych osób były powbijane gwoździe”.

Po rozpoznaniu zwłok z cmentarza w Bąkowej Górze, rodzina Jana Rogulki zabrała jego zwłoki o pochowała w grobie rodzinnym na cmentarzu w Niedośpielinie, gm. Wielgomłyny, woj. piotrkowskie, gdzie postawiona jest tablica nagrobkowa. W chwili śmierci Jan Rogulka miał 33 lata (ur. 5 marca 1913r. w Woli Rożkowej). Pochowany został w mundurze wojskowym.

Natomiast rodzina Leopolda Słomczyńskiego zabrała jego zwłoki i pochowała na cmentarzu w Radomsku, gdzie postawiona jest tablica nagrobkowa. W chwili śmierci Leopold Słomczyński miał 19 lat (ur. 4 maja 1927r.).

Zwłoki pozostałych zamordowanych zostały zakopane, jednakże po tygodniu ponownie zostały odkopane i pochowane w trumnach przy udziale rodzin w jednej wspólnej mogile na cmentarzu w Bąkowej Górze, gdzie postawiona jest tablica nagrobkowa.

Pochowani tam zostali:

- Józef Kapczyński- żył lat 24 (ur. 16 marca 1922r. w Moszczenicy),

- Józef Koniarski- żył lat 36 (ur. 23 grudnia 1909r. w Piotrkowie),

- Benedykt Ratajski- żył lat 20 (ur. 5 lutego 1926r. w Piotrkowie),

- Ryszard Nurkowski- żył lat 20 (ur. 26 kwietnia 1926r. w Piotrkowie),

- Czesław Turlejski- żył lat 19 (ur. 1 kwietnia 1927r. w Kamieńsku),

- Karol Wieloch- żył lat 19 (ur. 21 września 1926r. w Barzkowicach),

- Stanisława Wersal- żył lat 19 (ur. 8 czerwca 1926r. w Gomunicach),

- Ryszard Chmielewski- żył lat 22 (ur. 22 lutego 1924r. w Radomsku),

- Tadeusz Schabowski- żył lat 22 (ur. 2 stycznia 1924r. w Radomsku),

- Piotr Proszowski- żył lat 23 (ur. 15 marca 1923r. w Strzałkowie).

Dla w/w osób, z wyjątkiem Stanisława Wersala, nie zostały sporządzone akty zgonu. W stosunku do Stanisława Wresala, na podstawie zawiadomienia Prokuratury Powiatowej w Radomsku z dnia 8 maja 1951r. (Nr 2/51), w dniu 5 czerwca 1951r. w USC w Radomsku, za nr 179, sporządzony został zupełny akt zgonu, który przyjmuje datę śmierci Stanisława Wersala na 9 maja 1946r.

Opanowanie Radomska przez żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego, odbiło się szerokim echem w całym kraju.

Po tej akcji komunistyczny aparat terroru wzmógł także działania zmierzające do likwidacji KWP.

W okresie od 20 kwietnia 1946r. i w ciągu następnych dni, dokonano bezprawnego zatrzymania i aresztowania 17 żołnierzy KWP, a następnie w oparciu o materiał dowodowy uzyskany w wyniku stosowania wobec oskarżonych tortur, w dniu 30 kwietnia 1946r. sporządzony został akt oskarżenia.

W dniu 7 maja 1946 r. w Radomsku  odbyła się pokazowy procesowy podczas którego skazano na karę śmierci 12 oskarżonych.

Po akcji na Radomsko w okresie od 20 kwietnia 1946r. i w ciągu następnych dni, dokonano bezprawnego zatrzymania i aresztowania 17 żołnierzy KWP.

Zatrzymań dokonano dzięki uaktywnieniu osób, które zgodziły się zostać tajnymi współpracownikami urzędu bezpieczeństwa. ( czyli zdrajcami swoich najbliższych znajomych)

W oparciu o materiał dowodowy uzyskany w wyniku stosowania wobec oskarżonych tortur, w dniu 30 kwietnia 1946r. sporządzony został akt oskarżenia, który dotyczył:

1. Jana Rogulki

2. Józefa Kapczyńskiego

3. Józefa Koniarskiego

4. Ryszarda Nurkowskiego

5. Benedykta Ratajskiego

6. Czesława Turlejskiego

7. Karola Wielocha

8. Stanisława Wersala

9. Ryszarda Chmielewskiego

10. Leopolda Słomczyńskiego

11. Tadeusza Schabowskiego

12. Piotra Proszowskiego

13.Stanisława Śliwińskiego

14. Adama Lasonia

15. Józefa Zięby

16. Kazimierza Matuszczyka

17. Tadeusza Gali

Autorem aktu oskarżenia ja również zastosowania aresztu tymczasowego w stosunku do 17 żołnierzy KWP był ówczesny podprokurator Wojskowej Prokuratury KBW- Tadeusz Garlicki, delegowany do Sądu Okręgowego w Piotrkowie Tryb. i Częstochowie.

Akt oskarżenia zarzucał w/w osobom udział w zbrojnej akcji na Radomsko, jak również zawierał szereg czynów, o które zostali oskarżenia, a w których to zdarzeniach w ogóle nie brali udziału, przy czym prokurator Garlicki w konstrukcji aktu oskarżenia przyjął nie mającą precedensu w polskim prawie karnym zasadę zbiorowej odpowiedzialności oskarżonych w odniesieniu do zdarzeń dotyczących zupełnie innej grupy żołnierzy KWP. W rezultacie tak skonstruowany akt oskarżenia prokurator Garlicki popierał na rozprawie przed Sądem Okręgowym w Częstochowie Wydział ds. Doraźnych na sesji wyjazdowej w Radomsku w dniu 7 maja 1946r. Na rozprawie prowadzonej bez zachowania podstawowych zasad postępowania dowodowego i możliwości obrony oskarżonych, prokurator Garlicki zgłosił w stosunku do wszystkich 17 oskarżonych żołnierzy KWP zbrodnicze żądanie wymierzenia wszystkim oskarżonym kary śmierci.

Tego rodzaju zbrodnicze działanie prokuratora Garlickiego doprowadziło również do wydania zbrodniczego wyroku zakończonego bestialską egzekucją skazanych.

Tadeusz Garlicki był prokuratorem wojskowym, przy czym, jak wynika z jego akt osobowych, w okresie od 5 listopada 1945r. do 5 lipca 1946r. był podprokuratorem Wojskowej Prokuratury KBW, następnie podprokuratorem Wojskowych Prokuratur w Łodzi i Lublinie, wiceprokuratorem WPR w Rzeszowie, a następnie do 29 lipca 1955r. pełnił funkcję wiceprokuratora Wydziału VIII Nadzoru Sądowego Naczelnej Prokuratury Wojskowej, kiedy to będąc w stopniu podpułkownika, został przeniesiony do rezerwy. Prokurator Garlicki w trakcie trwania procesu był delegowany do Sądu Okręgowego w Piotrkowie Tryb. do oskarżania w sprawach prowadzonych w trybie doraźnym.

Jak wynika z zeznań Józefa Zięby (jednego z uczestników procesu), a także spisanej w dniu 7 marca 1990r. przez dr Zofię Gaik z Radomska jego relacji w dniu 6 maja 1964r., wszystkich 17 aresztowanych przetransportowano z aresztu PUBP w Piotrkowie Tryb. do aresztu PUBP w Radomsku, przy ul. Kościuszki 6. Po przyjeździe przez cały dzień, a następnie noc, aresztowani nie otrzymywali żadnego posiłku, jak również nic do picia. Następnego dnia rano, tj. 7 maja 1946r., zostali wyprowadzeni na dziedziniec aresztu UB. Tam załadowano ich do ciężarówki, która miał ich zawieźć na proces. Kierowcą tej ciężarówki był Roman Trzeciak, który znał m. in. aresztowanego por. Jana Rogulkę. Stwierdził, że Rogulka był bardzo pobity, a ponieważ był tak słaby, że nie miał sił wejść na ciężarówkę, funkcjonariusze UB wrzucili go na skrzynię samochodu. Trzeciak widział, że wszyscy aresztowani byli pobici, widział u nich na twarzy ślady pobicia. Ciężarówka podjechała tyłem po budynek kina „Kinema” (późniejsza nazwa „Metalowiec”), od strony bocznego wejścia tak, że aresztowani wychodzili z ciężarówki bezpośrednio na salę kinową, gdzie mieli być sądzeni w tzw. procesie pokazowym z udziałem publiczności, w tym młodzieży szkół średnich. Oskarżenia siedzieli w pierwszym rzędzie, a w następnym za każdym z nich stał funkcjonariusz UB z bronią maszynową. Dalej w 2-3 kolejnych rzędach siedzieli funkcjonariusze UB i NKWD. Następnie było kilka rzędów wolnych, a za nimi salę wypełniała publiczność złożona m. in. z rodzin oskarżonych i młodzieży szkół średnich. Józef Zięba, który bardzo cierpiał z powodu wcześniejszego postrzału nogi i nieopatrzonej rany, nie mógł iść i został wniesiony na salę.

Na scenie sali kinowej, twarzą do oskarżonych siedział Sąd Wojskowy w składzie: przewodniczący, podpułkownik Kazimierz Stojanowski oraz dwóch wojskowych ławników Jakub Fajtlowicz i Apolinary Trembel. Oskarżycielem był prokurator wojskowy kapitan Tadeusz Garlicki, protokolantką- Zofia Urban.

Jak zeznał Józef Zięba, nie był on w ogóle zapoznawany z aktami sprawy, nie otrzymał odpisu aktu oskarżenia, zaś jeżeli chodzi o obronę, to mimo, iż wszyscy zgłosili zamiar skorzystania z obrońcy z urzędu, ten nie miał z nimi żadnego kontaktu przez cały czas trwania procesu, a nadto w toku rozprawy w ogóle nie zabierał głosu.

Sprawę rozpoznawał Sąd Okręgowy w Częstochowie Wydział ds. Doraźnych za sygn. akt D.K/ 8/46 na sesji wyjazdowej w Radomsku w dniu 7 maja 1946r.

W tym miejscu należy stwierdzić, iż akt oskarżenia w tej sprawie przesłany został do Sądu Okręgowego w Piotrkowie Tryb. (data sporządzenia aktu oskarżenia 30 kwietnia 1946r.), natomiast rozpoznawał Sąd Okręgowy w Częstochowie ( w dniu 7 maja 1946r.), jako że zgodnie z treścią Rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 5 kwietnia 1946r. (Dz. U. nr 13, poz. 97 i 98), z dniem 1 maja 1946r. z właściwości miejscowej Sądu Okręgowego w Piotrkowie Tryb. wyłączono b. powiat radomszczański, który znalazł się we właściwości miejscowej Sądu Okręgowego w Częstochowie.

Proces rozpoczął się od odczytania aktu oskarżenia, a następnie Sąd spytał oskarżonych, czy przyznają się do zarzucanych im czynów. Oskarżeni, w tym Józef Zięba i Adam Lasoń, przyznali się do udziału w akcji na Radomsko, natomiast nie przyznali się do zarzucanych im czynów, w których nie brali udziału. Na koniec prosili o „łaskawy wymiar kary”. Rozprawa była krótkotrwała, bez zachowania podstawowych zasad postępowania- nie przesłuchano żadnych świadków, pogwałcono prawo oskarżonych do obrony przez uniemożliwienie im kontaktu z obrońcą z urzędu, który jak już wskazano wyżej w ciągu całej rozprawy nie zabrał głosu.

Po krótkiej, trwającej kilka minut „naradzie” Sąd w tym samym dniu, tj. 17 maja 1946r., ogłosił wyrok, mocą którego skazał:

  1. Jana Rogulkę
  2. Józefa Kapczyńskiego
  3. Józefa Koniarskiego
  4. Ryszarda Nurkowskiego
  5. Benedykta Ratajskiego
  6. Czesława Turlejskiego
  7. Karola Wielocha
  8. Stanisława Wersala
  9. Ryszarda Chmielewskiego
  10. Leopolda Słomczyńskiego
  11. Tadeusza Schabowskiego
  12. Piotra Proszowskiego                                                               na karę śmierci, zaś:
  1. Stanisława Śliwińskiego
  2. Adama Lasonia
  3. Józefa Ziębę
  4. Kazimierza Matuszczyka
  5. Tadeusza Galę                                                              na kary po 15 lat więzienia.

Wyrok ten w ślad za aktem oskarżenia przyjął bezprecedensową w polskim prawie karnym zasadę zbiorowej odpowiedzialności, przypisując oskarżonym czyny niebędące ich udziałem, lecz odnoszące się do zdarzeń związanych z innym ugrupowaniem tegoż KWP.

Przyjęcie tego rodzaju winy oskarżonych przy pogwałceniu podstawowych zasad procesu karnego, stanowił swoisty „mord sądowy”, co w połączeniu z będącą konsekwencją wyroku, egzekucją skazanych na karę śmierci, czyni odpowiedzialnym za wydanie takiego wyroku skład orzekający sądu w osobach przewodniczącego składu, podpułkownika sędziego Kazimierza Stojanowskiego oraz ławników wojskowych- Jakuba Fajtlowicza i Apolinarego Trembela.

Kulminacyjnym momentem działań żołnierzy „Warszyca” stało się zajęcie w nocy z 19 na 20 kwietnia 1946r. Radomska przez ok. 200 żołnierzy KWP, połączone z uwolnieniem z miejscowego aresztu osób więzionych przez funkcjonariuszy UB.

Koncentracja oddziałów KWP nastąpiła w nocy z 18 na 19 kwietnia 1046r. we wsi Grzebień k. Radomska. Dowódcą całej akcji  został por. Jan Rogulka, ps. „Grot”, który jednocześnie dowodził pierwszą, 50-osobową grupą. Grupa ta była przewidziana do okrążenia jednej z dzielnic miasta. Dowódcą drugiej, 45-osobowej grupy, był por. Henryk Glapiński, ps. „Klinga”.

Grupa st. sierż. Władysława Kuśmierczyka, ps. „Longinus” miała zdobyć miejscowe więzienie i uwolnienie więźniów.

W dniu 19 kwietnia 1946r., ok. godz. 19.00 zgrupowanie wyruszyło w kierunku Radomska na cmentarz, skąd miało nastąpić uderzenia na więzienia i areszt UB.

Na cmentarzu czekał oddział terenowy z Radomska. Z cmentarza o godz. 0.15 nastąpiło uderzenie na wyznaczone punkty. Oddział „Klingi” w okolicy cmentarza rozbił się na 3 plutony. W plutonie pod dowództwem Bogusława Kila, liczącym 12 osób był m. in. Alfred Zięba, z relacji którego wynika, iż pluton miał za zadanie rozbrojenie strażników Fabryki Metalurgii sąsiadującej z budynkiem PUBP oraz uniemożliwienie funkcjonariuszom UB wyjście z tego budynku.

Żołnierzom z oddział „Klingi” nie wolno było wejść do środka budynku PUBP, ponieważ zostaliby rozpoznani, jako że zamieszkiwali na terenie Radomska. Dlatego zadanie uwolnienia więźniów z aresztu PUBP powierzono oddziałowi terenowemu „Longinusa”. Inny pluton oddziału „Klingi”, liczący 15 osób, pod dowództwem Wiesława Jagusiaka, ps. „Struś”, okrążył budynek PUBP i również miał za zadanie niewypuszczanie z budynku funkcjonariuszy UB i żołnierzy KBW, którzy tam również przebywali. W tym czasie słychać było strzały z innego miejsca Radomska, na odgłos których z budynku zaczęli wychodzić funkcjonariusze UB i żołnierze KBW, których wyszło ok. 5. Wówczas dowódca plutonu KWP, trzymając broń pokazał wycelowany w nich karabin maszynowy, nakazując, aby weszli do budynku, to się obejdzie bez strzelaniny i rozlewu krwi. Wówczas funkcjonariusz UB cofnęli sie do budynku.

Obstawa budynku PUBP przez oddział „Klingi” trwała przez godzinę, w ciągu której, prawdopodobnie na skutek nieporozumienia, nie pojawił się mający wziąć udział w akcji na ten budynek, oddział „Longinusa”. W tej sytuacji oddział „Klingi” otrzymał rozkaz wycofania się poprzez sygnał rakietnicą.

Natomiast wcześniej oddział „Longinusa” idąc grupami od cmentarza, zajął stanowisko od szczytu budynku więzienia. W oddziale tym brali udział m. in. Wacław Mergler, Marian Sopata, Stanisław Śliwiński. Grupa pirotechniczna podeszła pod bramę i jak to wynika z zeznań Wacława Merglera, kapral o ps. „Kozak” rzucił jeden granat, ale ten się ześlizgnął i wówczas Mergler podał mu drugi, tzw. „filipinkę”, którym trafił w bramę i ta została wysadzona.

Następnie strzelano w zamki i uwolniono więźniów z cel. Łącznie uwolniono 57 więźniów, wśród których, jak twierdzi Mergler, był jeden ksiądz. Niektórzy więźniowie w liczbie ok. 5-7 osób mieli na ciele ślady pobicia i nie mogli iść o własnych siłach. Z tego powodu osoby te zostały zabrane na wóz, który był przygotowany do transportu ewentualnych rannych.

Na rozkaz dowódcy oddział „Longinusa” żołnierze wycofali się do lasu w kierunku wsi Okrajszów i Błota. Jak wynika z zeznań Wacława Hallera, który znajdował się w oddziale „Longinusa”, za oddziałem tym ruszył zaraz pościg żołnierzy KBW.

Oddział „Klingi”, który blokował budynek PUBP, po otrzymaniu rozkazu, wycofał się w kilku grupach. Grupa, w której znajdował się „Klinga” zatrzymała przejeżdżający przez Radomsko samochód ciężarowy z przyczepą, wiozący dla KBW w Katowicach 358 kompletów mundurów i części ekwipunku i po rozbrojeniu eskorty, samochód ten został zabrany przez oddział „Klingi”. Na zarekwirowanym samochodzie grupa ta wycofała się w kierunku Gidel. Ok. godz. 4.00 nad ranem dniu 20 kwietnia 1946r., grupie „Klingi” drogę zastąpił tzw. „gazik”, którym jechało dwóch lejtnantów sowieckich i 7 żołnierzy. Jeden z lejtnantów nie chciał podnieść rąk do góry i kiedy sięgał po broń został zastrzelony. Pozostali zabrani zostali na ciężarówkę, którą oddział „Klingi” pojechał drogą na Cielętniki.

Po południu 20 kwietnia 1946r. na terenie gajówki Graby wywiązała się walka pomiędzy przybyłymi żołnierzami KBW i MO(ok. 200 osób), a 40 żołnierzami KWP.

Pomimo ogromnej przewagi, grupa pościgowa komunistycznego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego została rozbita przez żołnierzy z oddziału Henryka Glapińskiego.

Poległo 11 żołnierzy KBW i 3 oficerów sowieckich, zaś ze strony „Klingi”- jeden partyzant.

Przed ewakuacją z leśniczówki Borowa rozstrzelano żołnierzy sowieckich zatrzymanych podczas akcji .

W dniu 21 kwietnia 1946r., ok. godz. 12.00 oddział „Klingi” udał się samochodami w stronę Żytna, gdzie znajdował się garnizon KBW. Dowódca tej kompanii, por. Rogalewski, nie chciał się poddać i w czasie, gdy wyjmował broń z kabury, został zastrzelony.

Kompanię KBW rozbrojono i puszczono wolno.

Następnie, po opuszczeniu Żytna, oddział „Klingi” udał się w kierunku Małej Wsi, gdzie doszło do potyczki z oddziałem KBW, a następnie we wsi Drewniana Huta, gdzie oddział zostawił samochody i żołnierze przesiedli się na podwody, którymi dojechali do leśniczówki koło Chełmskiej Góry. W sytuacji następujących po sobie obław KBW, oddział „Klingi” został rozwiązany.

Henryk Glapiński walczył do września 1946 r. Został aresztowany w dniu 14 września 1946 r. w wyniku ubeckiej prowokacji. Został zamordowany przez funkcjonariuszy UB w dniu 19 lutego 1947 r. w Łodzi.

Inna grupa „Klingi”, wśród której byli m. in. dowódca plutonu Wiesław Janusiak, ps. „Struś”, Józef Zięba oraz Roman Czajka, wycofując się z Radomska, zatrzymała samochód ciężarowy z plandeką, zaś kierowcy polecili jechać w kierunku Przedborza i Gorzkowic. Po przejechaniu ok. 30 m poza tory kolejowe w okolicy Gorzkowic, grupa ta został zatrzymana i ostrzelana z broni maszynowej przez oddział KBW. Samochód z grupą żołnierzy KWP zdołał odjechać z rejonu ostrzału, jednakże w wyniku tego ostrzału Józef Zięba został ranny w prawe podudzie, zaś Roman Czajka w lewe kolano.

Po zakończonej akcji na Radomsko jej dowódca, por. Jan Rogulka, udał się do Rozprzy, a następnie pociągiem do Piotrkowa Tryb., gdzie miał się spotkać z łączniczką w kinie. W okolicach kina został zatrzymany przez funkcjonariuszy UB i osadzony w areszcie w Piotrkowie Tryb.

Bestialsko torturowany i zamordowany przez funkcjonariuszy UB w areszcie w Radomsku w dniu  9 maja 1946 r.

Po akcji na Radomsko żołnierze KWP z oddziału „Longinusa” w czasie pościgu stali się częściowo ujęci w liczbie 6 osób, natomiast pozostałych aresztowano w miejscach zamieszkania, bądź na tzw. „melinach”, co wskazywałoby na możliwość przecieku informacji do UB. Dowódca oddziału „Longinus” Władysław Kusmierczyk,początkowo udało się uniknąć aresztowania, gdyż ukrywał się we wsi Bujnie.  Po przyjeździe do Piotrkowa Tryb., został aresztowany.

Artykuł ukazał się w 19 numerze Gazety Radomszczańskiej z 8 maja 2008 roku.

W dniu 20 kwietnia minęła 62 rocznica brawurowej akcji zorganizowanej i przeprowadzonej przez żołnierzy kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, podczas której opanowano Radomsko i uwolniono   osoby więzione w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa.

W potocznej świadomości wciąż pokutują fałszywe stereotypy, stworzone przez komunistyczną propagandę, dotyczące podziemia niepodległościowego. Przez wiele lat żołnierzy podziemia niepodległościowego, którzy od 1944 roku walczyli z okupującymi Polskę agentami komunistycznymi, przedstawiano jako rabusiów, degeneratów mordujących dzieci i kobiety. Starano przypisać im wszystkie najgorsze zbrodnie.

Jednakże przede wszystkim komuniści prowadzili politykę historyczną zmierzająca do zatarcia z świadomości narodowej, pamięci o  tych bohaterach walki o wolną i suwerenną Polskę.

Bohaterowie walczący z  komunistami, stali się ŻOŁNIERZAMI WYKLĘTYMI !!!

Mam wrażenie, że pomimo tego, że żyjemy w wolnej Polsce członkowie podziemia niepodległościowego wciąż pozostają ŻOŁNIERZAMI WYKLĘTYMI – nie uzyskali oni bowiem w narodowej świadomości należnego im miejsca.

Dlatego też, aby nie zaginęła pamięć o  bohaterach walczących z członkami komunistycznego aparatu terroru, tworzącymi po 1944 roku fasadowe państwo, w pełni podległe Związkowi Sowieckiemu, wciąż należy przypominać o wszystkich rocznicach dotyczących żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego.

Wydaje się także, że nastał także czas aby w pamięci społeczeństwa Radomska i powiatu radomszczańskiego, opanowanie Radomska przez „Warszyca” w sierpniu 1943 r i kwietniu 1946 r, jednodniowy proces sądowy po którym w maju 1946 r., funkcjonariusze UB  bestialsko zamordowali żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego, stały się bardzo ważnymi rocznicami.

Rocznicami o których będą w szczególności przypominały władze Miasta Radomska i Powiatu Radomszczańskiego oraz Nasi posłowie.

Wszystkie fakty podane poniżej zostały ustalone na podstawie bezpośrednich relacji członków KWP i ich rodzin, złożonymi podczas śledztwa prowadzonego w „sprawie bezprawnego i zbrodniczego stracenia w nocy z 9 na 10 maja 1946r. w Radomsku, przez nieustalonych funkcjonariuszy PUBP w Radomsku, skazanych na karę śmierci 12 żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego:, podczas egzekucji, mającej cechy bestialskiego mordu, połączonego z okaleczaniem ciał, wycięciem języka, kłuciem ciała bagnetami, wbijaniem gwoździ w głowę, a następnie dobiciem strzałem w tył głowy.

Z relacji członków KWP wynika, że  ta organizacja o charakterze wojskowym, była odpowiedzią na represje stosowane wobec żołnierzy byłej AK. Głównym celem KWP było według słów jego twórcy „niedopuszczenie do utrwalenia się reżimu dyktatury policyjnej, walka z Urzędem Bezpieczeństwa jako organem terroru”.

Przetargi, które wygrywa biznesmen użyczający domu prezydentowi Radomska, budzą wątpliwości. Prezydent Radomska Jerzy Słowiński od trzech lat za darmo mieszka w domu lokalnego przedsiębiorcy Jana Cebuli. Firma biznesmena wygrywa przetargi i zdobywa zlecenia z urzędu miasta.

Jerzy Słowiński jest prezydentem Radomska od 10 lat. 30 stycznia odbędzie się referendum w sprawie jego odwołania.
Biznesmen „udostępnił” prezydentowi 200-metrowy dom.
Od czasu, gdy prezydent zamieszkał w domu wylicytowanym przez lokalnego przedsiębiorcę Jana Cebulę, ten zaczął wygrywać kolejne przetargi na konserwację oświetlenia ulicznego w mieście. Cebula, właściciel firmy Instalatorstwo Elektryczne w Radomsku, startuje w nich od 1998 roku. Dzięki temu zarabia co roku około 400 tysięcy złotych.-

Dlaczego ma nie wygrywać, skoro ma najlepszą ofertę? – dziwi się Słowiński.

Inne zdanie na ten temat ma jednak Regionalna Izba Obrachunkowa w Łodzi. Kontrolowała ona wygrane przez Cebulę dwa miejskie przetargi z 1998 i 2001 roku, i uważa, że mają dużo wad prawnych. – Są one na tyle istotne, że można je było unieważnić – ocenia Piotr Walczak, naczelnik Wydziału Kontroli łódzkiej RIO. Walczak podkreśla, że RIO analizowała wiele miejskich przetargów w Radomsku i wszystkie – oprócz tych dwóch – odpowiadały standardom. Dziwi się, że urzędnicy, którzy znają przepisy i procedury, w obu przetargach dopuścili do poważnych uchybień.
Umowa z firmą Jana Cebuli nie powinna zostać podpisana – potwierdza także prokurator rejonowy w Radomsku Janusz Omyła. Prokuratura badała przetarg z 2001 roku. Mimo że był rozpisany z błędami, nie wszczęła postępowania, bo przetarg nie naraził nikogo na straty.
Przed rokiem Jan Cebula wygrał przetarg, w którym komisja odrzuciła tańsze oferty innych firm, bo te nie zgodziły się udostępnić konkurentom treści swoich propozycji. Jak ustaliliśmy, firma Cebuli dostaje też zlecenia z Urzędu Miasta w trybie z „wolnej ręki”.

Jerzy Słowiński jest prezydentem Radomska od 10 lat. W 1994 r., gdy obejmował stanowisko, prowadził firmę Rybrols – handlował rybami i konserwami rybnymi na Śląsku, w Łodzi, w Warszawie. Wkrótce przedsiębiorstwo zbankrutowało. – Gdy zostałem prezydentem, nie miałem czasu się nim zająć – tłumaczy. Zostały długi, a majątek Słowińskiego trafił na licytację. Na jednej z nich, w grudniu 2001 r., prawie 200-metrowy dom zbudowany przez rodziców prezydenta kupił lokalny przedsiębiorca Jan Cebula.
Pozwolił mu tam z rodziną zamieszkać. Słowiński nie płaci nawet czynszu, choć nie uwzględnił tego w swoim oświadczeniu majątkowym. Pytany o rozliczenia za mieszkanie odpowiada wymijająco:
- Ponoszę koszty utrzymania domu i remontów.

Z wnioskiem o odwołanie w referendum prezydenta Słowińskiego wystąpiła grupa mieszkańców, która zarzuciła mu, że „doprowadził do degradacji miasta”. Według niej zrobił zbyt mało, aby ściągnąć inwestorów. Referendum odbędzie się 30 stycznia.
- Aby było ono ważne, musi wziąć w nim udział 30 procent uprawnionych do głosowania, a to się jeszcze w Polsce nie zdarzyło – kwituje sprawę prezydent Słowiński.
Zdaniem Grażyny Kopińskiej, dyrektor Programu przeciw Korupcji Fundacji im. Batorego związki prezydenta z biznesmenem są niepokojące. – Prezydent nie płaci czynszu za mieszkanie w domu należącym do biznesmena. Osoba publiczna nie może bezkarnie przyjmować tego typu prezentów od nikogo, a zwłaszcza od biznesmenów. Zawsze rodzi się podejrzenie, że to rodzaj zobowiązania – tłumaczy Kopińska.

Wyborcy prezydenta Radomska nie powinni akceptować takiej sytuacji – dodaje.

Powyżej zacytowany artykuł jest autorstwa Błażeja Torańskiego, ukazał się w Rzeczpospolitej z dnia 29.12.2004 r.

Mam wrażenie, że niektórzy mieszkańcy Radomska ,a takze niektórzy lokalni politycy zapomnieli jak wyglądały rządy prezydenta J.Słowińskiego i jego ugrupowania Razem dla Radomska(Niektórzy złośliwcy piszą, ze Razem dojmy Radomsko lub Razem do Rywinlandii.) Warto przypominać tamte czasy. Oby nie wróciły.

Cokolwiek można powiedzieć o aktualnie rządzącej pani prezydent ,to na pewno mieszka w swoim domu. Oj popełnia także błędy.  Ale i tak jakość rządzenia miastem od 3 lat jest całkiem inna niż była przez ostatnie 10 lat. Co prawda tę jakość trochę psuje Pomyłka Obywatelska, zwana także Porażką Obywatelską, ale oni już tacy są.










Filmiki

Andrzej Kołakowski Epitafium dla Majora Ognia

Major Łupaszko i jego żołnierze

Andrzej Wajda "Solidarni z więzniami politycznymi"

Debata Kaczyński - Michnik z 1993 roku.