blog prywatny

"[..] jak trudno ustalić imiona wszystkich tych, którzy zginęli w walce z władzą nieludzką [..] a przecież w tych sprawach konieczna jest akuratność nie wolno pomylić się nawet o jednego [..] jesteśmy mimo wszystko stróżami naszych braci [..] musimy zatem wiedzieć policzyć dokładnie zawołać po imieniu [..]"

Zbigniew Herbert
"Pan Cogito o potrzebie ścisłości"

Wojskowa Słuzba Informacyjna dla „PRZEPASANYCH ELIT” i Hańba Kumorowskiego pod węgierską tablicą !

Stanisław August – mimo solennej obietnicy, iż ordery i godności będzie nadawał tylko za istotne zasługi – handlował nimi jak przekupka kiełbasami na rynku.Za 10-20 dukatów sprzedawał tytuły chorążego, cześnika, podkomorzego, za 30-50 starosty; czerwoną wstęgę orderu św. Stanisława można było nabyć za 100, po ostrym targu nawet za 80 dukatów. Najwyższe odznaczenie – Orzeł Biały – też był na ladzie.– Ach Wasza królewska Mość, jakżeż można sprzedawać Orła Białego za 200 dukatów! – monitował Piattoli– Ha, pewnie, że to zgroza, że to za tanio, ale co robić, kiedy sknery więcej nie dają – odpowiadał król.Niebieską szarfę dostawano i za darmo. Mieli ją Ankwicz, Rzewuski, Kossakowski, Massalski….. Gdy ktoś zasłużył się należycie Katarzynie, zyskiwał jej uznanie – zaraz Stanisław August posyłał mu order. Wszystkie polskie szuje były przepasane wstęgami.” – pisał Karol Zbyszewski w książce „Niemcewicz od przodu i tyłu” z 1939 roku. Nie inaczej postępowano w czasach PRL-u, gdy sowieccy namiestnicy sięgali po ordery i zaszczyty, by zapewnić sobie poparcie lub nagrodzić pokornych.

Jacek Trznadel pisał o tym „Hańbie domowej”, przypominając, że  „Ekipa agentów potrzebowała na gwałt inteligencji, elity„, a Waldemar Łysiak  przywoływał w „Salonie” relację emigracyjnej publicystki Joanny Sypuły-Gliwy: „Normalna transakcja. Dawali całkiem dużo: mieszkania, towar w powojennej rzeczywistości deficytowy, przydziały wczasowe w domach związkowych w Sopocie i Zakopanem, przyjęcia w Urzędzie Rady Ministrów, nagrody państwowe, ordery, a przede wszystkim nakłady, które pisarzom dzisiejszej doby mogą się tylko przyśnić — 150 tysięcy egzemplarzy, 200 tysięcy, pieniądze, pieniądze. A w zamian? W zamian tak niewiele, garść słów, ciepła myśl w nowym wierszu, jakiś podpis pod deklaracją, protest „obrońców pokoju”, depesza z okazji czerwonej rocznicy, tylko słowa i myśli„.Ten sam proces obserwujemy po tragedii smoleńskiej, gdy przystąpiono do przywracania dominium rosyjskiego, a miejsce prezydenta Kaczyńskiego zajął człowiek oddany interesom Kremla. Smoleńska katastrofa, w której śmierć poniosło wielu przedstawicieli autentycznych elit pozwoliła zaistnieć w życiu publicznym ludziom, którzy w normalnych okolicznościach nigdy nie znaleźliby się na politycznych salonach i nie odegraliby żadnej, znaczącej roli. To śmierć w Smoleńsku otworzyła szeroko drzwi nikczemnej bylejakości, obwieściła tryumf miernoty i nienawiści, ucieczkę od odpowiedzialności i zasad, spychając jednocześnie ludzi honorowych do egzystencji na marginesie życia publicznego.  Po 10 kwietnia mieliśmy do czynienia z  całą serią nominacji na stanowiska wakujące po ofiarach tragedii smoleńskiej. W niemal wszystkich przypadkach, można mówić o deprecjacji tych stanowisk i powoływaniu na nie ludzi zupełnie innego formatu, niż reprezentowali poprzednicy. Nadawanie przez Bronisława Komorowskiego Orderu Odrodzenia Polski członkom byłej PZPR, tajnym współpracownikom bezpieki oraz osobom z zarzutami prokuratorskimi, wpisywało się w akcję kreowania „nowych elit” i znanej już polityki obdarzania orderami  ludzi „biernych, miernych i wiernych”. Uczynienie zaś z Orderu Orła Białego swoistej „gratyfikacji” za poparcie udzielone Komorowskiemu w okresie kampanii prezydenckiej, stanowiło  symboliczny akt powrotu do haniebnych praktyk moskiewskich dworaków. To wówczas – podsądny III RP, poeta Jarosław Marek Rymkiewicz przypomniał historię Orderu Orła Białego, nadawanego hojnie szujom i zaprzańcom i podkreślił, że Stanisław August, król zdrajca, sam dekorował nim zdrajców, postępując według ruskiej tradycji, że im większy łajdak, tym większy ma order. – „W ogóle przyznawanie orderów jest ruską tradycją, a w naszej I Rzeczypospolitej noszenie jakichkolwiek orderów było zakazane przez prawo. Dobrze byłoby wrócić do tamtych naszych obyczajów” – stwierdził Rynkiewicz, dodając, że jeśli spojrzymy na dzieje Orderu Orła Białego, to będziemy mogli powiedzieć, że i w tym wypadku historia Polski zatacza teraz krąg –  i wciąż mamy do czynienia z czymś, co już się kiedyś wydarzyło.Tym większą nadzieję muszą budzić postawy ludzi, którzy mają dość odwagi, by przeciwstawić się nikczemnym zachowaniom lokatora Belwederu i pokazać, jak w czasach tryumfu podłości zachowują się ludzie honoru. Ponieważ są to postawy godne najwyższego szacunku i naśladownictwa, warto zwrócić uwagę na zachowanie dziennikarzy, którzy odmówili przyjęcia z rąk Bronisława Komorowskiego Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Informacje o tym przyniósł portal niezależna.pl.  Oto małżeństwo dziennikarzy, Joanna Łukasiewicz – Wyrwich i Mirosław Mateusz Wyrwich napisali do Komorowskiego:„Panie Prezydencie.Jak nas poinformowała Kancelaria Prezydenta RP [Marzena Pawlak] zostały nam przez Pana przyznane Krzyże Kawalerskie Orderu Odrodzenia Polski za naszą działalność w stanie wojennym. Jak wiemy, wręczenie odznaczeń nastąpiło w dniu wczorajszym, tj. 21.03.2011.Oświadczamy, że nie przyjmujemy nadanych nam przez Pana Krzyży Kawalerskich Orderu Odrodzenia Polski. Nie honor nam przyjąć Krzyża Kawalerskiego od tego, który nie znalazł miejsca na Krzyż przed pałacem prezydenckim. W całości też nie akceptujmy Pana postawy politycznej i moralnej, Pana stosunku do ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie Grudnia 1970 i stanu wojennego. W szczególności zaś Pana stosunku – do katastrofy smoleńskiej.W czasach, gdy ośrodki propagandy i podążająca za nimi gawiedź, zachłystuje się głównie bredniami wypowiadanymi przez tzw. polityków, „celebrytów” lub sportowców, trzeba pokazać, że są ludzie prawdziwie wielcy – ludzie honoru, o zasadach moralnych niedostępnych  „przepasanymi wstęgami” elitom.

http://niezalezna.pl/8002-dziennikarze-nie-przyjeli-odznaczen Autor: Aleksander ŚciosHańba

Najpierw pomnik dla bolszewików pod Ossowem, a teraz strach przed zawieszeniem tablicy upamiętniającej węgierską pomoc w wojnie z Sowietami.

Dyplomatyczny skandal w Kancelarii Prezydenta z ambasadą Węgier w tle. Ludzie Bronisława Komorowskiego do ostatnich chwil przed wizytą prezydenta Pala Schmitta blokowali inicjatywę umieszczenia na frontonie jednego z warszawskich budynków tablicy upamiętniającej pomoc Budapesztu w czasie wojny z bolszewikami w 1920 roku. Kancelaria zwlekała też z podjęciem decyzji o uczestnictwie Bronisława Komorowskiego w uroczystości odsłonięcia tablicy. Minister Jaromir Sokołowski tłumaczył to obawą przed reakcją… Rosjan. Doszło do tego, że ambasada Węgier musiała „zagrozić”, że jeśli do odsłonięcia tablicy nie dojdzie, o kompromitującym Kancelarię Prezydenta zdarzeniu poinformuje media.

We wtorek po południu na skrzyżowaniu Krakowskiego Przedmieścia i ul. Królewskiej w Warszawie odbyła się skromna uroczystość. Goszczący w Polsce prezydent Węgier Pal Schmitt oraz prezydent Bronisław Komorowski wspólnie odsłonili tablicę „W Hołdzie Narodowi Węgierskiemu” upamiętniającą węgierską pomoc wojskową dla Polski w latach 1919-1921. Zawisła ona na frontonie słynnego Domu bez Kantów od strony Grobu Nieznanego Żołnierza. Na tablicy, pod godłami Polski i Węgier dwujęzyczne napisy głoszą: „W hołdzie narodowi węgierskiemu, który okazał Rzeczypospolitej Polskiej przyjaźń i pomoc w czasie śmiertelnego zagrożenia bolszewicką agresją. W okresie przełomowych zmagań 12 sierpnia 1920 r. do Skierniewic dotarł transport 22 milionów pocisków z fabryki Manfreda Weissa w Csepel /Budapeszt/”.
Według naszych informatorów, Jaromir Sokołowski, minister odpowiedzialny w Kancelarii Prezydenta za politykę zagraniczną, nie chciał się zgodzić na to, by Bronisław Komorowski wziął udział w odsłonięciu tablicy. – O godzinie 15.00 w poniedziałek, na dzień przed przyjazdem prezydenta Węgier, ludzie prezydenta Komorowskiego zdecydowali, że tablica nie zostanie powieszona – tłumaczy świadek zamieszania. Minister Sokołowski swoją odmowę miał uzasadniać tym, że udział głowy państwa polskiego w tej uroczystości może być źle odebrany przez stronę rosyjską. Wielodniowe zwlekanie z potwierdzeniem tego punktu programu spowodowało konsternację strony węgierskiej, która poczuła się niezwykle zakłopotana piętrzonymi trudnościami. Faktycznym realizatorem projektu tablicy był Attyla Szalai, attaché kulturalny ambasady Węgier w Warszawie. Gorączkowe pertraktacje i oczekiwania na decyzje Kancelarii Prezydenta trwały przez cały poniedziałek. W końcu Szalai miał zagrozić, że jeśli do uroczystości podczas wizyty prezydenta Węgier nie dojdzie, a tablica nie zostanie nawet zawieszona na murze, to sprawa przedostanie się do węgierskich mediów, a dalszemu ciągowi wizyty węgierskiego gościa towarzyszyć będą niesmak i atmosfera międzynarodowego skandalu. Ostatecznie takie dictum miało wieczorem przekonać Sokołowskiego do podjęcia decyzji o umieszczeniu tablicy na frontonie Domu Bez Kantów od strony placu Piłsudskiego oraz włączenia prezydenta do udziału w tej uroczystości i wspólnego jej odsłonięcia. Również dopiero wtedy, co wydaje się kuriozum, Andrzej Kunert jako sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zdecydował o jej zainstalowaniu na ścianie budynku.

Choć dwudniowa wizyta prezydenta Węgier planowana była na wiele tygodni wcześniej i przypadła na obchodzony 23 marca Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, zaledwie garstka osób i oficjeli wzięła udział w tej uroczystości. Tym bardziej że – w opinii inicjatorów przedsięwzięcia – wmurowanie pamiątkowej tablicy to jedyny polski hołd okazany Węgrom za pomoc w 1920 roku, prócz nieratyfikowanego przez władze odrodzonej Polski i niekorzystnego dla Węgier traktatu w Trianon w 1920 roku. Zaproszenia na uroczystość ambasada Węgier w Polsce rozsyłała w ostatniej chwili, do końca bowiem nie mogła potwierdzić, czy do odsłonięcia tablicy w ogóle dojdzie. O całej sprawie nie chcą dziś mówić zarówno przedstawiciele kancelarii, jak i strony węgierskiej. Dla niej niezręczność całej sytuacji jest tym większa, że nowi gospodarze pałacu prezydenckiego do sprawy się nie zapalili.
Jaromir Sokołowski to w Kancelarii Prezydenta postać bardzo wpływowa. Jeszcze przed wyborami współpracownicy ówczesnego marszałka Sejmu złośliwie komentowali, że jeśli Komorowski zostanie prezydentem, Sokołowski będzie kimś takim jak Wachowski przy Wałęsie. Jak widać, porównanie to nie było formułowane na wyrost. Wczoraj Kancelaria Prezydenta nie udzieliła nam odpowiedzi na pytania związane ze skandalem.

Maciej Walaszczyk • NASZ DZIENNIK

Ludzie z polskojęzycznego  WSI kreują nowe elity. Deprecjonują najważniejsze polskie ordery .  Prezydent Polski  obawia się reakcji Rosjan.  Historia zatoczyła koło. Wracają czasy ambasadora Repnina i bezwolnego król Stasia.    Tragiczna prawda o wiernopodańczych zachowaniach Kumorowskiego wobec rosyjskiego imperium powoli dociera do opinii publicznej.  Prezydent Polski wciąż na kolanach przed carem Putinem.  Teraz p. bul okrył się hańbą utrudniając oddanie hołdu Polakom i Węgrom walczącym z bolszewikami o Polskę i Europę wolną od komunistycznej zarazy.   Czy znowu będziemy śpiewać „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie ” ! !  Wojna o pamięć trwa ! Z komunistami wygraliśmy. Z POlszewickim prezydentem także damy sobie radę !

Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wreszcie z dumą podnosimy głowy.

„Warszyc” – nasz bohater, dla nich bandyta ! Naszym znakiem jest kotwica POLSKI WALCZĄCEJ , ich znakiem jest czerwona gwiazda. My jesteśmy z polskiego AK ,oni ze stalinowskiego AL. Dla nas armia Stalina jest okupantem ,dla nich wyzwolicielem. Dla nas najważniejsza jest pamięć o Katyniu i innych zbrodniach komunistycznych, oni wybierają tylko przyszłość i upijają się na katyńskich grobach. Oni byli w PZPR, SD, my w opozycji.  My, w podziemiu, drukowaliśmy ulotki ,że jeszcze żyjemy, oni nas za to pałowali,  zamykali i z pracy wyrzucali. My jesteśmy Polakami. Oni uważają się za Polaków. Ich ojcowie, dziadkowie służąc Stalinowi ,także uważali się za Polaków. Nasi ojcowie i dziadkowie ,tak jak „Warszyc”, byli Polakami. Ich “bohaterowie” z AL, UB, PPR, PZPR ,żyją w dostatku i mają po kilka tysięcy emerytury ,nasi wyklęci BOHATEROWIE żyją w nędzy, z głodową emeryturą. Czy coś nas łączy ? Polska. Musimy żyć razem. Tylko , że my z dumnie podniesioną głową,  a nie na kolanach przed kagiebowskim władcami rosyjskiego  imperium  .  My …  Nigdy z królami nie będziem w aliansach, nigdy przed mocą nie ugniemy szyi, bo u Chrystusa my na ordynansach, słudzy Maryi !

256 komentarzy do wpisu „Wojskowa Słuzba Informacyjna dla „PRZEPASANYCH ELIT” i Hańba Kumorowskiego pod węgierską tablicą !”

Dodaj komentarz